
“Po debacie w Końskich. Trzaskowski ominął rafę, Nawrocki zabuksował. To był wieczór Hołowni” - pisze Jan Hartman:
To się skończyło w piątek o 23:30 i trwało prawie trzy godziny! Czy warto było spędzić je przed telewizorem? Owszem. Spotkanie aż ośmiorga kandydatów było na granicy wytrzymałości widzów, a jednak dało się je obejrzeć z zainteresowaniem. Nie było nudno – ewidentnie był to początek przyspieszenia kampanii przed zbliżającym się terminem wyborów. Nie było jakoś szczególnie żenująco ani skandalicznie. Jedynie Nawrocki złamał zasady, powtarzając agresywny gest Andrzeja Dudy z kampanii w roku 2015, gdy jako kandydat PiS podczas debaty postawił Bronisławowi Komorowskiemu proporczyk PO na pulpicie. Tym razem Nawrocki postawił Trzaskowskiemu przed nosem tęczową flagę, którą ten schował, a chwilę później poprosiła o nią Magdalena Biejat.
Absmak budziły również antyukraińskie i prorosyjskie wypowiedzi Macieja Maciaka. Poza tym było spokojnie i dość rozsądnie. Nawet Karol Nawrocki wypadł nie najgorzej, choć kilka razy musiał się najeść wstydu z powodu swojej ogólnej ignorancji politycznej. Z pewnością Rafałowi Trzaskowskiemu byłoby łatwiej wygrać debatę w oczach opinii publicznej, gdyby był w niej sam na sam z kandydatem PiS. W otoczeniu rywali aż tak bardzo nie błyszczał. Żadnych strat jednakże nie poniósł. Po prostu wyszedł obronną ręką z drażliwego tematu, któremu na imię Końskie. Ominął rafę i płynie dalej. Trudno natomiast zrozumieć, dlaczego na debacie nie zjawili się Sławomir Mentzen i Grzegorz Braun. Może jeden bał się spotkać drugiego? A może się umówili, że nie będą sobie wchodzić w drogę?
Zamiast jednej debaty – dwie
Kilkudniowa awantura o debatę w Końskich dała rezultat dość demokratyczny, a jednocześnie nieco komiczny. Zamiast jednej debaty wyszły dwie. Jedna na rynku, chaotyczna, zorganizowana ad hoc przez trzy telewizje sprzyjające PiS i Karolowi Nawrockiemu (Republika, wPolsce24 i Trwam), w której udział wzięło pięcioro kandydatów (Szymon Hołownia, Marek Jakubiak, Karol Nawrocki, Joanna Senyszyn i Krzysztof Stanowski). Druga zaś, zgodnie z planem, w hali sportowej, gdzie w końcu organizatorem okazał się sztab wyborczy Rafała Trzaskowskiego, a nie trzy stacje telewizyjne, jak wcześniej mogło się to wydawać. Formalnie TVN, TVP i Polsat debatę jedynie transmitowały. Wybieg ten posłużył rozwianiu wątpliwości prawnych co do tego, czy telewizja publiczna powinna organizować spotkania jedynie dwóch kandydatów, pomijając pozostałych. Ostrzegał przed tym m.in. prof. Antoni Dudek. Zapewne były to obawy na wyrost – zorganizowanie debaty pomiędzy dwoma głównymi kandydatami jest na zdrowy rozum całkiem logiczne, a sensowna debata pomiędzy trzynastoma kandydatami niemalże niemożliwa. Taka „bezsensowna” i tak się odbędzie – z mocy prawa. Skądinąd warto byłoby pomyśleć o kilku innych spotkaniach w telewizji publicznej – np. o konfrontacji trojga kandydatów lewicy.
Zdania na temat formatów debat są podzielone. W każdym razie wielu ludzi uważa wyróżnianie dwóch kandydatów za niesprawiedliwe i dlatego słusznie uczynił Rafał Trzaskowski, nagrywając filmik, w którym zaprosił do Końskich wszystkich kandydatów. Tym samym, po długich przepychankach, to on przejął inicjatywę. Punkt dla niego. A dlaczego nie dopuszczono do transmisji telewizji skrajnej prawicy? Może dlatego, że jej dziennikarze z pewnością zadawaliby pytania „pod Nawrockiego”, czyli mające na celu zdyskredytowanie Rafała Trzaskowskiego. Sądzę, że warto było wziąć na siebie to ryzyko i dopuścić przynajmniej TV Republika do podmiotowego udziału w tym wydarzeniu.
Debaty telewizyjne są ważnym, a nawet rytualnym elementem kampanii wyborczej, choć ich wpływ na sondaże przed pierwszą turą jest raczej niewielki. Trzeba na takiej debacie być, aby nie wyjść na tchórza, a w razie, gdyby się dobrze wypadło, zawsze jest szansa na „złowienie” pewnej liczby wyborców jeszcze niezdecydowanych. Sławomir Mentzen nie skorzystał z tej okazji i jest to naprawdę dziwne. To samo można powiedzieć o Adrianie Zandbergu.
Biejat lewicowa i patriotyczna
40-minutowe opóźnienie, z jakim rozpoczęła się debata, to pewne kuriozum, lecz jednocześnie znak czasów – produkcja telewizyjna generalnie przeznaczona jest nie do „streamingu” w „telewizji linearnej”, lecz do internetu. Poszczególne wypowiedzi uczestników będą przez wiele dni hulać w sieci, i to nawet z wielomilionowymi odsłonami. Gra toczy się o to, aby do sieci trafiły i uzyskały duże zasięgi nagrania o wydźwięku pozytywnym, a nie „memy” czy „beka”. Najważniejsze więc to „nie zaliczyć wpadki”. A jak przy tym udałoby się dobrze wypaść i powiedzieć coś oryginalnego, to tym lepiej. No i koniecznie trzeba zaznaczyć swoją obecność. Jeśli było coś zabawnego, z potencjałem na memy i GIF-y, to może: „Jestem chłopakiem z Mokotowa. Mam swoje lata” Marka Jakubiaka, „Zdrowy tryb życia jest bliski mojej osobie” Karola Nawrockiego i „Mógłby się pan przejechać telekomunikacją miejską” Rafała Trzaskowskiego. No i może jeszcze Joanna Senyszyn wychodząca na środek sceny z deklaracją, że będzie matką wszystkich Polaków.
W debacie wzięła udział ósemka kandydatów: Magdalena Biejat, Szymon Hołownia, Marek Jakubiak, Maciej Maciak, Karol Nawrocki, Joanna Senyszyn, Krzysztof Stanowski i Rafał Trzaskowski, a pytania zadawali i debatę prowadzili redaktorzy Joanna Dunikowska-Paź (TVP), Grzegorz Kajdanowicz (TVN24) oraz Piotr Witwicki (Polsat). Jako że przebieg debaty zrelacjonowaliśmy w innym miejscu, spróbuję wcielić się w potencjalnego niezdecydowanego wyborcę, który trochę interesuje się polityką, ale nie na co dzień. Jakie mógłby odnieść wrażenie, oglądając w miarę nieuprzedzonym okiem poszczególnych uczestników debaty? Oto te hipotetyczne „personalne impresje”, według kolejności pierwszych wypowiedzi.
Magdalena Biejat. Lewicowa, ale patriotyczna. Chce silnej armii, lecz nie kosztem świadczeń socjalnych. Chce zabrać bogatym i oddać biednym, zadbać o mieszkania dla młodych, dodać pieniędzy na zdrowie, no i rzecz jasna solidaryzuje się z LGBT. Granic by pilnowała, ale emigrantów docenia jako pracowników. No Razem to nie jest. Jednak bardziej SLD. Osoba miła, elokwentna, budząca sympatię, lecz nie dość jeszcze wyrobiona. Trochę się plątała i zacinała, odgrywając wyuczone kwestie. Niepotrzebnie mówiła coś z wyłączonym mikrofonem. Nie do końca profesjonalna, ale z potencjałem. Ma w polityce przyszłość, lecz może jeszcze nie dziś. Stanowisko wicemarszałkini Senatu jest dla niej w sam raz. Zwolennicy Lewicy może ją nawet lubią, lecz zagłosują na Trzaskowskiego.
Hołownia lubi się z kamerą
Szymon Hołownia. Wszyscy go znamy. Wypadł mniej więcej tak jak zwykle, czyli całkiem dobrze. Lubi się z kamerą. Widać, że jest zawodowym politykiem z ogromną wiedzą szczegółową i polityczną pamięcią. Dorównuje w tym Rafałowi Trzaskowskiemu, z którym wyraźnie ma na pieńku [Bo wyraźnie poparł go w 2020 choć miał większe szanse wygrać z Dudą w drugiej turze? JT]. Dziś bardzo mocno zaznaczał swój kurs na świeckie państwo oraz – co brzmi nieco egzotycznie – zainteresowania Europą Północną. Chciałby, żebyśmy byli „mocarstwem Północy”. No, ciekawe. Wziął też na siebie ostre zdezawuowanie wielce podejrzanej prorosyjskości Macieja Maciaka. I dobrze, że to zrobił.
Marek Jakubiak. Wuj z wąsami, nieco egzotyczny, mało elokwentny, a nawet nieco toporny. Z poglądów trochę libertarianin-konserwatysta, trochę narodowiec, a przede wszystkim mitoman. Tusk ma jakąś aferę na Filipinach. Węgiel to dobre, tanie i zdrowe paliwo, którego mamy na 900 lat itd. Straszy muzułmanami, Niemcami i wiatrakami, a tak w ogóle to pojechałby do Paryża pocieszać Marine le Pen. Dla kogoś może zabawne, dla innych głupie, ale tacy kandydaci są w każdych wyborach.
Maciej Maciak. Tzw. zwykły człowiek. Kompletny amator, niemniej jednak w jakiś sposób miły, a raczej ciepły. Gdyby nie poglądy, z pewnością dałby się lubić. Zdawał kiedyś angielski, ale nie mówi płynnie. Nie cierpi Ukrainy, a za to bardzo ceni sobie Rosję, skąd kupowałby tanią energię. Wielki pacyfista i wróg wielkiego kapitału zarabiającego na wojnach. Stawia nam za wzór Węgry Orbána. Ale najwspanialsze, wręcz „perfekcyjne” są Chiny. A tak w ogóle składki zdrowotne to idą na zbrojenia.
Nawrocki mniej agresywny niż zwykle
Karol Nawrocki. Jak na siebie wypadł w tej debacie dość dobrze. Był bardziej swobodny i mniej agresywny niż zwykle. Za to gadał to, co zwykle. Może z wyjątkiem deklaracji, że w pierwszą podróż zagraniczną jako prezydent uda się do USA przez Watykan. Chwilę za długo spędził w solarium i miał nieco zbyt czerwony krawat. Poza tym jednak „jego osoba” prezentowała się jego wyborcom dorodnie i okazale. Niestety, poza recytowaniem wyuczonych kwestii, a głównie powtarzaniem komunałów o szczególnej roli stosunków z USA, niewiele zdziałał. Był dość inteligentnie złośliwy wobec Rafała Trzaskowskiego, lecz nie udało mu się w żaden sposób uchylić się przed ciosami Szymona Hołowni, który pokazał, że Nawrocki nie ma wiedzy wojskowej, a nawet nie umie wymienić nazwisk przywódców kilku ościennych krajów. Na pytanie Trzaskowskiego, czy byłby w czymkolwiek zdolny sprzeciwić się Jarosławowi Kaczyńskiemu, wymownie nie odpowiedział.
Joanna Senyszyn. Pani profesor nie była w znakomitej formie. Widać, że zmęczona, nieco rozkojarzona. Za to z humorem i dystansem do siebie. Ma swoją „agendę”, czyli świeckość państwa, i wiadomo, że startuje w tych wyborach, by o to właśnie się upominać. No i zabrać trochę głosów SLD, z którym się poróżniła. W odróżnieniu od reszty zawodowych polityków jest za utrzymaniem wydatków na armię w granicach 3,5 proc., bo nie wierzy w zagrożenie ze strony Rosji, która nie ma interesu w napadaniu na Polskę.
Krzysztof Stanowski. Wypadł wprost fatalnie. Właściwie pełnił rolę nieformalnego suportu dla Karola Nawrockiego, a jego zapewnienia, że nie chce, aby na niego (czyli Stanowskiego) głosowano, brzmiały żenująco. Emanował arogancją, złośliwością i pogardą dla polityków jako takich. Prezentował pusty, destrukcyjny populizm, bez żadnego wdzięku czy humoru. Nawet nie umiał być ironiczny. Szkoda gadać. Po prostu był dziś „przegrywem”.
To nie był wielki dzień Trzaskowskiego
Rafał Trzaskowski. To może nie był jego wielki dzień, ale nie było źle. Po raz kolejny pokazał, jak wiele posiada profesjonalnej wiedzy politycznej i jak bardzo góruje pod tym względem nad swoim głównym rywalem. Chwilami był zbyt nerwowy, a nawet pozwolił sobie dopowiadać coś po wyłączeniu mikrofonu, czego w telewizji absolutnie robić nie można. Niepotrzebnie też powtarzał frazę o „Unii, która mówi naszym językiem”, bo nie jest to metafora ani efektowna, ani w pełni czytelna dla odbiorców. Widać było, że oprócz Szymona Hołowni żadna z kandydatek i kandydatów nie może się z nim równać pod względem kompetencji i przygotowania do pełnienia funkcji prezydenta.
I kto tę debatę wygrał? Kto może liczyć na zwyżki w sondażach? Obstawiam, że wzrosty zauważy Szymon Hołownia. To był jego wieczór. Rafał Trzaskowski tylko odrobił lekcję, a Karol Nawrocki zabuksował w miejscu.
Źródło tekstu i zdjęcia: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/2296547,1,po-debacie-w-konskich-trzaskowski-ominal-rafe-nawrocki-zabuksowal-to-byl-wieczor-holowni.read
A tu więcej o tej pierwszej (debacie): https://oko.press/debata-tv-republiki-wsrod-krzykow-publicznosci-prowadzacych-kandydatow