Petition updatePolonia chce normalnych wyborów prezydenckich!!!ZAPISZ SIĘ NA WYBORY! Plus Marcin Matczak o Grzegorzu Braunie (i nie tylko)
Jan TymowskiBrussels, Belgium
Apr 25, 2025

Zapisywać się można do 13 maja - wszystkie informacje i linki są tutaj: https://www.gov.pl/web/dyplomacja/wybory-prezydenta-rp-2025-za-granica (stamtąd ilustracja posta)

A tu bardzo dobry komentarz prof. Matczaka o tym co niedawno zrobił Grzegorz B. w pewnym polskim szpitalu:

"Postawa Grzegorza Brauna, Krzysztofa Bosaka i spółki jest nie chrześcijańska, ale diabelska.

W polskiej walce – bo przecież nie debacie – publicznej wybrzmiało oskarżenie najsilniejsze: „zabili dziecko zastrzykiem w serce". To nie argument, ale egzorcyzm. Ktoś - „oni" - dopuścił się aktu, który stawia ich poza wspólnotą. Nie ma już sumienia, nie ma prawa do obrony. Jest tylko wina.

Ale ta wina nie została orzeczona przez sąd. Ona została wyprodukowana przez słowo - przez zarzut, które trafia tam, gdzie nie działa już logika. Bo przecież dziecko to nie tylko człowiek, ale też kulturowy absolut. Archetyp nadziei, przyszłości, czystości. Symboliczny rdzeń dobra.

W tym sensie „mordowanie dzieci" to nie oskarżenie, ale broń masowego rażenia emocjonalnego. Po „mordzie" nie ma już rozmowy. Jest tylko święta wojna i biblijny gniew. Jest Moloch i ofiary z dzieci mu składane, jest Herod i rzeź niewiniątek.

Sprawa z Oleśnicy pokazuje, jak łatwo w miejsce rozmowy o uldze w cierpieniu wchodzi opowieść o „zabójcach w kitlach". Fraza „zastrzyk w serce" nie ma oddać rzeczywistości - ma ją zredefiniować. To technika znana z polityki totalnej.

Jak u Carla Schmitta: przeciwnik przestaje być adwersarzem, staje się wrogiem egzystencjalnym. Nie rozmawia się z mordercą dzieci. Mordercę dzieci się unieszkodliwia.

W ten sposób śmierć dziecka staje się paliwem do zbudowania mitologii, w której jedna strona broni niewinnych, a druga niewinnych zabija. Nie ma już miejsca na wątpliwości. Kto kwestionuje tę narrację, staje się wspólnikiem zbrodni.

W tym fanatyzmie jest coś moralnie obrzydliwego. Jest nie tylko nieuczciwy, ale też nieludzki. Zaprzecza, że istnieje światłocień – a zniesienie wątpliwości, wahania, to zniszczenie tego, co najbardziej ludzkie. To świadoma, wykalkulowana szarża w wojnie o wyższość moralną, której trzeba dać zdecydowany odpór: to właśnie ci, którzy najgłośniej zarzucają niemoralność, są głęboko niemoralni.

Który to już raz zamieniają śmierć w narzędzie? Największą ludzką tragedię - w instrument walki politycznej? Zimnym wzrokiem patrzą na gorące serca i mówią: to się przyda. To się da wmontować w narrację. To się sprzeda.

Jak w każdym linczu chodzi im o to, żeby zakrzyczeć wątpliwości. Zakazać myślenia, że ta sprawa jest tragiczna – w sensie starogreckim: bez dobrego rozwiązania. Nie mieści się w kategoriach „dobra" i „zła". Mieści się w przestrzeni dramatycznych wyborów, gdzie każde rozwiązanie przynosi ból.

Lekarz ginekolog z 20-letnim doświadczeniem pisze, że to była ciąża z płodem niezdolnym do życia, z wyjątkowo bolesną, nieuleczalną chorobą. To dziecko miałoby połamane wszystkie kości, zanim opuściłoby łono matki – bo to nie ten typ łamliwości, który pozwala żyć i który bezmyślnie przywołują oskarżyciele jako dowód swojej racji.

To nie była więc „aborcja w dziewiątym miesiącu", jakiś progresywny kaprys. To była dramatyczna decyzja, czy pozwolić na śmierć szybszą, ale z mniejszym cierpieniem.

Ale łatwiej jest ze śmierci i cierpienia uczynić narzędzie wojny kulturowej, przemielając je przez emocjonalne maszynki propagandowe. Pokazać palcem: mordercy. I to jest prawdziwe barbarzyństwo.

Zbyt często na moralny, quasi-religijny patos prawicy liberałowie odpowiadają zimną, intelektualną narracją. Trzeba raczej sformułować moralny akt oskarżenia wobec tych handlarzy ludzkim towarem - śmiercią dziecka.

Podpalacie wspólnotę, mówiąc, że chcecie ją oczyścić. Wzywacie do gniewu, nie do empatii, do odwetu, nie do sprawiedliwości. Nie jesteście wzburzeni. Jesteście głodni. Głodni władzy, wpływu, dominacji. Głodni tego, żeby medialnie ogłaszana moralna przewaga przykryła wasze moralne bankructwo.

Jesteście rzeźnikami ludzkich dylematów. Jak wasze prymitywne kryteria moralności, które nie odróżniają lekarza od kata, miałyby odróżnić św. Piotra od Judasza? Wasz świat nie zna wahań sumienia ani dramatów serca. Zna tylko szubienice i aureole. Winnych i sprawiedliwych. Białe i czarne.

Nie jesteście ludźmi, którzy pytają: „Jak to możliwe, że ktoś w takim bólu zdecydował się na coś tak trudnego?". Pytacie tylko: „Kogo należy ukarać?". Nie chodzi wam o żaden sens, chodzi tylko o sąd i stos.

Jak zwykle macie gdzieś to, że tak chętnie przywoływana przez was tradycja uczy czegoś zupełnie innego. W „Boskiej komedii" Dante zstępuje do piekła jak uczeń. Milczy częściej, niż mówi. Słucha, zatrzymuje się, płacze, mdleje, traci grunt pod nogami. Potrafi wzruszyć się bólem nawet tych, którzy – wedle bezwzględnego moralnego systemu – są potępieni.

Dante nie udaje, że wie wszystko. Ale wie, że droga przez piekło uczy człowieczeństwa.

Inny bohater „Boskiej komedii" - Farinata – przeciwnie. W płonącym grobie stoi wyprostowany, z czołem w górze, jakby miał piekło w pogardzie. Nadal grzmi, nadal nie wątpi. Przeciwników politycznych nadal widzi nie jako ludzi, lecz jako zdrajców.

Nie wie, że jego grób płonie właśnie od niemożności wątpliwości. Od ślepoty, która myli ideologię z sumieniem, a pychę z prawem do osądu. I w tym właśnie Farinata jest duchowym ojcem współczesnych inkwizytorów sumień.

Braun, Bosak i spółka nie schodzą do piekła, by zrozumieć. Schodzą tam, by wskazać winnych. Nie patrzą na ból i nie pytają: co ja zrobiłbym na ich miejscu? Patrzą i mówią: już wiem, kim jesteś. I wiem, gdzie twoje miejsce.

To jest postawa nie chrześcijańska, ale oskarżycielska, diabelska.

Jeśli chcecie mówić o piekle, zejdźcie tam z pokorą, nie z politycznym megafonem. Nie z wyrokiem w ręce, ale z pytaniem w sercu. Nie jako funkcjonariusze gniewu, wszystkowiedzący profesorowie moralności, ale jako uczniowie.

Grzegorzu Braunie, podobno twój Bóg widzi w ukryciu i odda tobie. Ale ty swojemu Bogu najwyraźniej nie ufasz, bo musisz się pomodlić za Felka nie w swojej izbie, ale w świetle kamer, żeby to nie Bóg, ale elektorat oddał tobie.

„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni" – mówi ten sam Bóg. I mówi to po to, by cię powstrzymać. Żebyś się nie wpychał w przestrzeń, która nie należy do ciebie. Bo są takie piekła, przez które nie przeszliśmy i które lepiej jest uszanować niż prostacko dla swoich niskich potrzeb zdefiniować."

Źródło tekstu: https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,31871973,marcin-matczak-to-nie-byla-aborcja-w-dziewiatym-miesiacu.html

Copy link
WhatsApp
Facebook
Nextdoor
Email
X