Wojtyszki! Stop! Rozwiązać problem obozu koncentracyjnego dla psów!

The Issue

Otrzymują:
1) Premier Beata Szydło

2) Przewodniczacy Parlamentarnej Intergrupy na rzecz Ochrony Zwierząt w EU (Animal Welfare Intergroup) Pan Janusz Wojciechowski
Rue Wiertz/Wiertzstraat 60
B-1047 Bruxelles/Brussel
Belgique/België

3) Centralne Biuro Antykorupcyjne
Al. Ujazdowskie 9
00-583 Warszawa

4) Centralne Biuro Śledcze Policji ul. Puławska 148/150, 02-624 Warszawa

5) Prokuratura Krajowa
ul. Rakowiecka 26/30
02-528 Warszawa

6) Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce
Zarząd Główny w Warszawie
ul. Noakowskiego 4, 00-666 Warszawa

7) Najwyższa Izba Kontroli
ul. Filtrowa 57
00-950 Warszawa

Przestępczosc gospodarcza - jest dziedziną przestępczości, którą powinna się zająć CBA wespół z CBŚP.
Proceder przestępczosci gospodarczej jest popełniany od lat w schronisku w Wojtyszkach, które jest zaliczane do największych schronisk w Europie.
Oprócz tysięcy zgromadzonych tam bezpańskich psów odłowionych w liczbie kilku tysięcy: około 4000 lub nawet więcej tysięcy psów - kwitnie tam zorganizowana przestępczość, na którą od lat przymykają oczy zarówno politycy, jak i inspektoraty weterynarii, przekupne, skorumpowane osobniki, którzy nie podejmują żadnych działań, aby ukrócić ten przestępczy proceder. Kontrole terenowych oddziałów NIK nie są miarodajne ani prawdziwe. O kontrolach właściciel schroniska zostaje powiadamiany dużo wczesnie i w czasie kontroli pokazuje tylko to, co chciałby, aby kontrolerzy zobaczyli.

Płyną tam miliony z Gmin, które zawarły umowy na odławianie i pobyt zwierząt, miliony, które ląduja w kieszeni żądnego zysku właściciela, ktory nie ma żadnego współczucia ani litości dla zwierząt.
Jednym z głównych zadań CBA jest zwalczanie korupcji i przestępstw gospodarczych. Konieczne jest zatem doprowadzenie do tego, aby uniemożliwić prowadzenie schroniska przez prywatną osobę, która wykorzystuje posiadanie schroniska do zbijania majątku posługując się korupcja i popełniając przestępstwa gospodarcze.

Opis działalności schroniska w Wojtyszkach nazywanego często "obozem koncentracyjnym dla psów".
Część materiałow została zaczerpnięta ze strony Stowarzyszenie Obrona Zwierząt

Schronisko działalo nielegalnie od 2004 roku, zarejestrowane i objęte nadzorem weterynaryjnym przez Powiatowego Lekarza Weterynarii w Sieradzu dopiero od dnia 07.09.2010 roku.

Wojtyszki (gm. Brąszewice, powiat, sieradzki, woj. łódzkie) - największe w Europie schronisko dla bezdomnych zwierząt, które już dawno przystało być "schroniskiem", a zamieniło się w ogromny obóz koncentracyjny dla psów. Obóz ten prowadzi Longin Siemiński, prywatny przedsiębiorca, któremu organizacje społeczne zarzucają znęcanie się nad zwierzętami, oszustwa i wyłudzanie publicznych pieniędzy.

Wg informacji publicznej uzyskanej z gmin, tylko w latach 2005-2010 Siemiński przyjął łącznie minimalnie 5.530 bezdomnych psów, za kwotę ok. 16 mln zł. Los minimalnie 2,5 tys. psów pozostaje do obecnego czasu nieznany. Nie jest on udokumentowany ani adopcjami, padnięciami czy eutanazją. W obozie przez lata nie funkcjonowała ewidencja przyjęć, praktykowano za to fałszowanie dokumentacji, a ostatnio również wielokrotne chipowanie zwierząt.

Liczba psów koszarowanych w kołchozie w Wojtyszkach rośnie stale i lawinowo, proporcjonalnie do chciwości hycla Siemińskiego, natomiast adopcja zwierzęcia stamtąd jest zjawiskiem niezwykłym i sporadycznym - nawet zdeterminowanym trudno trafić w to ukryte przed światem miejsce, wolontariusze mają tam zakaz wstępu, a co decydujące, właściciel obozu nie jest zainteresowany pozbywaniem się psów. Jest to logiczne z punktu widzenia zarobkowego: każdy pies przez cały okres swojej nędznej wegetacji w Wojtyszkach przynosi hyclowi Siemińskiemu dochód w postaci kilku tysięcy złotych rocznie. Dlatego przebywające tam, pozbawione kontaktu z człowiekiem psy dziczeją. Trafiając do kołchozu w Wojtyszkach, zwierzę otrzymuje dożywotni wyrok, bez szans na nowy dom. Zarabia na tym właściciel obozu - za publiczne, gminne pieniądze.

Gminy placa za dzienne utrzymanie psa kwote od 6 - 10 złotych. Od czasu istnienia schroniska do kieszeni hycla Siemińskiego wpłynęły miliony złotych, pieniądze pochodzące od podatników. Oprócz, tego, że jest to przestępstwo gospodarcze, jest to przestępstwo kryminalne, które powinno być ścigane z urzędu i właściciel Siemiński skazany za jedno i drugie przez sąd.
Nie ulega wątpliwości, że zarówno Powiatowa Inspekcja Weterynaryjna w Sieradzu, jak i Wojewódzka Inspekcja Weterynaryjna w Łodzi jest zainteresowana istnieniem Wojtyszek w obecnej formie.
Wskazuje na to okoliczność, iż Inspekcja Weterrynaryjna wszystkich stopni od lat toleruje działalność hycla Siemińskiego, a prokuratury i sądy jak dotychczas nie wykazały najmniejszej woli politycznej do zlikwidowania tego patologicznego procederu zarabiania na bezdomności zwierząt.
Psy maja wszczepione podwójne chipy, każdy posiada inny numer.
Zachipowane psy nie są zarejestrowane w bazie danych, co przyczynia się do tego, że więcej gmin płaci za tego samego psa.
Dokumenty z gmin pokazują, że płacą one za sterylizacje i kastracje, kiedy w rzeczywistosci Siemiński nie wykonuje ani jednego, ani drugiego.

Można z łatwościa zauważyć słabą kondycję fizyczną i psychiczną psów tam przebywających - na pierwszy rzut oka, psy wydają się być w dobrym stanie (tak jakby były dobrze odżywione), ale bardziej szczegółowe badania kontrolne pokazują, że cierpią z powodu niedoboru witamin, nieuleczalnych chorób, takich jak infekcje skórne i uszne, nowotwory, schorzenia ortopedyczne, zdecydowana większość z nich ma blizny po ugryzieniach lub świeże rany.
Na wszystkie psy Siemiński otrzymuje ogromną kasę od gmin, jego znęcanie się nad psami i nie troszczenie się o nie, jest porażające.
Psy są trzymane niezgodnie z ich potrzebami fizycznymi i emocjonalnymi jako gatunki - w zbyt dużych stadach, brak jest schronienia, występuje codzienne znęcanie się nad zwierzętami przez pracowników używających batów.
Siemiński nie pozwala na adopcje psów przez organizacje pro - zwierzęce i nawet przez osoby prywatne.
Kierujac się zajadłością i chciwością, aby psy pozostały w schronisku i przynosiły mu dochód, Siemiński niejednokrotnie odmówił adopcji psów, czyniąc sztuczną adopcje na siebie samego. Psy nadal jednak pozostały w schronisku i gminy w dalszym ciągu płacą na "jego" psy.

Po latach walki Gminie Aleksandrów Łódzki udało się w końcu odebrać hyclowi Siemińskimu 63 gminne psy, przebywające dotychczas w jego obozie koncentracyjnym dla zwierząt w Wojtyszkach. Psy przekazane w dniach 25 i 27 marca 2013 r. Fundacji Medor były brudne, zapchlone, z licznymi śladami pogryzień, niewysterylizowane, często chore, z powyrywanymi zębami (!) i bez udokumentowanych szczepień przeciwko chorobom zakaźnym. U więcej niż połowy psów stwierdzono podwójne chipy oraz niezgodność z opisem płci, wielkości i koloru.

Sytuację w Wojtyszkach przedstawili kilka miesiecy temu dziennikarze UWAGI! W schronisku uznawanym za największe w Polsce, psy od lat cierpią i walczą w stadzie o przetrwanie, bo w każdym z dużych, pozbawionych wygód boksów, przebywa od kilkudziesięciu do ponad stu zwierząt. Kilka lat temu zniknęło tu bez śladu około dwóch tysięcy psów. Jednak nadzorujący schronisko powiatowy weterynarz nie widział problemu, a właściciel schroniska zapytany o tajemnicze zniknięcia, przeszedł do rękoczynów. Po publikacji UWAGI! wojewódzki lekarz weterynarii w Łodzi czasowo zakazał przyjmowania nowych psów do Wojtyszek, wszczął też postępowanie dyscyplinarne w stosunku do inspektora weterynarii z Sieradza. Choć nadal nie wiadomo, co stało się z tysiącami psów - postępowanie zakończyło sie umorzeniem.

NIK przyjrzała się kompleksowo polskim schroniskom. Raport potwierdził najgorsze obawy organizacji pro-zwierzęcych: blisko 90 procent schronisk nie zapewnia zwierzętom warunków do życia, w przepełnionych obiektach ginie co czwarty pies. Gminy, które powinny opiekować się bezdomnymi zwierzętami, podpisują umowy na ich wyłapywanie z hyclami i mają problem z głowy. Inspekcja weterynaryjna nie kontroluje należycie schronisk. Największymi beneficjentami chorego systemu są prywatne firmy. Każdy złapany pies to dla nich zysk od kiku setek (miesięcznie) do kilku tysięcy złotych publicznych pieniędzy (rocznie).
Posłowie od lat proóbują opracować zmiany w Ustawie o ochronie zwierząt, nim jednak zostaną one uchwalone i wejdą w życie, miną całe lata. Do tego czasu skuteczność walki z nieuczciwym hyclem Siemińskim i schroniskowym biznesem w Wojtyszkach, zależeć będzie od zapału obrońców zwierząt i zrozumienia problemu przez miejscowe organy ścigania.

"Byłam zatrudniona na stanowisku lekarza weterynarii w schronisku w Wojtyszkach od stycznia do
marca 2010. Gabinet lekarski nie posiadał podstawowych leków służących do profilaktyki, zabiegów a także leków do eutanazji. W szafce znajdowały się leki z przedawnioną datą ważności powyżej 2 lat i nici chirurgiczne pow. 5 lat. Gabinet nie posiadał sprzętów i narzędzi potrzebnych
przy prowadzeniu działalności. W gabinecie znajdował się stół do zabiegów, szafka i biurko.
Uzyskałam ugodę właściciela na zakup niezbędnych leków i narzędzi chirurgicznych. Zwierzęta po zabiegach chirurgicznych wynoszone były bezpośrednio z gabinetu do izolatek na dworze, bez ogrzewania (pomieszczenia posiadały budy) ,brak było pomieszczeń ogrzewanych, przeznaczonych dla zwierząt po zabiegach, w związku z czym zwierzęta tymczasowo przebywały w pomieszczeniach mieszkalnych dla pracowników.

Zabiegi, które wykonywałam, dotyczyły zwierząt pogryzionych, które miały ropiejące, kilkudniowe rany i często nie dało się ich uratować ze względu na zbyt późne zauważenie pogryzienia przez pracownika z boksu. Ciała tych psów wyglądały jak sita, całe podbrzusza były jedną wielką raną.

Operowanie tych psów w tak trudnych warunkach nie przynosiło zamierzonych efektów, rany się nie goiły, psy przebywały na mrozie, pracownicy za moimi plecami zdejmowali psom kołnierze
ochronne, co skutkowało wylizywaniem ran i wykrwawianiem się na śmierć.

W przeciągu dwóch miesięcy zostało zagryzionych ok. 20 psów o których wiedziałam. Brakowało podstawowych środków do eutanazji zwierząt, konkubina pana Siemińskiego kazało mi usypiać psy denaturatem, a sam właściciel przychodził ze strzykawką wypełnioną nieznaną mi substancją i
po zaaplikowaniu w niewielkiej ilości zwierzęta odchodziły w bardzo szybkim tempie. Zastrzyki podawał psom domięśniowo.
(...)
Byłam wielokrotnie świadkiem znęcania się pana S. na chorych i nieuleczalnych (pogryzionych) zwierzętach, które w wyniku zadanych ran męczyły się, zdychając w cierpieniach, ponieważ pan S.
kategorycznie zakazał skrócenia ich cierpienia. Kazał ratować je za wszelką cenę, mimo iż okiem lekarza takie zwierzę męczyło się, cierpiało i wymagana była w tych przypadkach eutanazja.
(...)
Codziennie w porze karmienia miałam obowiązek obejrzenia wszystkich psów na terenie schroniska. Wyłapanie pogryzionych sztuk było utrudnione, ze względu na nadmiar psów w boksach, których było przeciętnie od 30-80 sztuk. W boksach wielokrotnie zostałam pogryziona,
psy były agresywne, a część z nich najbardziej pogryzionych przebywała w budach, z których nie mogłam ich wyciągnąć. Podczas karmienia psy zachowywały się bardzo agresywnie, rzucały się na siebie, były rozdzielane batem ale było to nieskuteczne, co skutkowało pogryzieniami w ilości do
20 sztuk dziennie.
(...)
Klucze do gabinetu oprócz mnie posiadała pani K. - narkomanka. Podejrzewam, że brak leków spowodowany był jej uzależnieniem. Do leków pod nadzorem były Ketamina, Morbital i Sedalin oraz denaturat.
(...) Bardzo często widywana była przeze mnie pod wpływem substancji odurzających oraz alkoholu. Ja jako lekarz i dobry obserwator z całą stanowczością mogę potwierdzić, że ta osoba była pod ciągłym wpływem wyżej wymienionych substancji.
Czułam się jako lekarz ludzi, ponieważ pracownicy schroniska nie mieli stałej opieki medycznej a ja udzielałam im wielokrotnie takowej pomocy. Oczyszczałam rany gryzione, szyłam i podawałam
leki z własnej apteczki. Odniosłam wrażenie, że ci ludzie nie posiadali świadczeń medycznych.
Pan Siemiński karał swoich pracowników finansowo, za każde pogryzienie odliczał 150 zł od pensji, zapłatą za pracę był alkohol i papierosy. Alkohol dostawali za dobrze wykonaną pracę, w ramach kary wstrzymywano im tę nagrodę. Zagryzione psy były zapisywane przez panią K. w
zeszycie, ja ich nigdzie nie ewidencjonowałam.
(...)
Standardowym wyposażeniem każdego pracownika były i są kije zakończone sznurkiem z węzełkami, którymi to kijami psy były rozdzielane i zmuszane do posłuszeństwa. Za każde przewinienie były karane uderzeniem batem, nawet za próby skoczenia na płot.
(...)
Pan Siemiński prosił mnie o szczególną uwagę jeśli chodzi o stan denaturatu, ponieważ często zdarzało się, że pracownicy podkradali alkohol. Na terenie hotelu znajdował się sklepik, w którym
pracownicy kupowali, w formie bezgotówkowej, a należność była odpisywana od pensji. Od pensji odpisywane były również alkohol, papierosy i przypadki pogryzień w kwocie 150 zł.
Przypuszczam, że niektórym pracownikom bez powodu odliczono kwoty za pogryzienie, bo bardzo mi się skarżyli. Zresztą byłam tego świadkiem. Przy tak dużej sforze zwierząt i jednym
stróżującym nie są w stanie w nocy zapanować nad całym stadem.
(...)
W czasie mojego pobytu żaden pies nie został przekazany do adopcji.
(...)
Nie przeprowadzano żadnych zabiegów sterylizacji, kastracji ani czipowania.
(...)
Podczas mojego pobytu nie szczepiłam ani nie odrobaczałam zwierzat."
Była Pani weterynarz K.M.

"Schronisko w Wojtyszkach nie jest miejscem godnym dla zwierząt. Panują tam warunki, które nie mają prawa istnienia. Psy są tam bite, szarpane, duszone, a nawet zabijane. Osoby czułe na psie cierpienie mówią „DOŚĆ!“ i domagają się zamknięcia tego miejsca, a także tego, aby właściciele, którzy dopuścili do takich warunków i traktowania, ponieśli konsekwencje prawne. Schronisko w Wojtyszkach już dawno przestało być schronieniem przyjaznym dla czterech łap. Stało się nie tylko miejscem psiego cierpienia, ale także miejscem żerowania na ludziach, albowiem, ani złotówka z adopcji nigdy nie została zainwestowana w życie zwierząt, zawsze trafiając do prywatnej kieszeni. Sprawa schroniska stała się bardzo głośna, a to na tyle, że o sytuacji wypowiadały się osoby publiczne, głos w sprawie zabrali m.in Agnieszka Włodarczyk i Mikołaj Krawczyk.
Tak nie może być. Schronisko w Wojtyszkach to pomyłka. Trzeba to zmienić i skrócić cierpienie tych biednych piesków".
(Wiadomosci 24.pl)


"Dziś po wizycie w Wojtyszkach WOŁAM POLSKO obudź się!!!
Gminy oddają tam bezdomne psy!!!psy, które są niczyje! gminy za nie płacą, a PAN właściciel tego „fantastycznego miejsca ,, robi wszystko aby psów nie wydać do adopcji
- nie wyda fundacją (bo fundacje to żebraki)
- nie wyda nam ( bo mamy swoje zdanie)
- nie wyda Panu .który pojechał po raz pierwszy do takiego ,,schroniska,,. Nie wyda, bo Pan nie zna psa. Chore !!!!!!!!!!
Jestem rozwalona jak ten człowiek postępuje z ludźmi, jak nasz dziki kraj mógł pozwolić na coś takiego. PAN i władca rządzi psami ,które są nie jego własnością!!!
PAN robi z nami co chce....
Tak się zastanawiam czy po słowach "WON mi! !!!Wynocha!!! Won!!" nie dostały byśmy od małżonki bo obraziłyśmy PANA męża.
Żal tych 4 tysięcy psów
Winię za to nasz kraj, nasze prawo.
Fundacje to żebraki : prywatny gość dorobił się na bezdomnych psach i ma nas w garści!
DOŚĆ !
Kto i dlaczego dał uprawnienia takiej patalogii społecznej zezwolenie na prowadzenie schroniska, gdzie setki psow cierpią, a dziesiątki odchodzą każdego miesiąca?
Longin Sieminski, prywatna osoba, który dorobił sie milionów, czuje się "Panem i Władca", który decyduje o losie psów, a do tego chce rządzić również nad ludźmi, nad ludźmi, którym los zwierzat leży na sercu.
Nie dość, że to miejsce jest pełne cierpienia i bólu bezbronnych, poniewieranych istnień, to właściciele schroniska to patalogia społeczna, ktorej los zwierząt jest zupełnie obojetny.
Fundacja Nasze Bezdomniaki, dnia 25.04.2016

Witam Pani ........ , trafiłam na Wasze wydarzenie, stronę przeciwko okrzykniętym Wojtyszkom, stąd moje info do Pani - dziś dowiedziałam się z wiarygodnego źródła, co dzieje się w Wojtyszkach (dziewczyna z kwalifikacjami przyjęta tam do pracy, po1 dobie jest pod opieką psychologa, przeżyła traumę) - zobaczyła że psy, zwłaszcza małe suki zabijane są łopatą i kijami, aż krew tryska na ściany, szczeniaki zabijane są rzutem o ścianę, prawdopodobnie zbierane też są "zamówienia" na psy "przygotowane" do przetopu na psi smalec, bowiem była sytuacja obijania psów kijem, tak jak w Chinach. Dziewczyna bardzo się boi, bo po jej krzykach i protestach zaczęto jej grozić.....Ja nie jestem w żadnym wolontariacie, żadnej fundacji, jestem zwyczajnym zapalonym zwierzolubem i pomagam jak mogę na moim terenie (warm- maz). Przepraszam, ale po zapoznaniu się z Pani postami postanowiłam, że napiszę. Pozdrawiam.
(Nadawca pragnie ukryć swoje dane osobowe)

Witam. Piszę w sprawie Wojtyszek. Byłam tam dwa razy po staruszki. Jeden z nich, mój ukochany pies, odszedł 2 miesiące temu po prawie trzech latach u mnie. Kolejna próba wydostania psa nie udała się (odmówiono adopcji bez podania przyczyny chwilę przed umówionym wyjazdem), pies siedzi tam ponad 4 lata i jest niewidomy. Pisanie do gminy Łask nic nie dało.
Kolejna próba zabrania dwch psów ustalana z gminą Rokitno, (mieli zabierać wszystkie 17 psów do schroniska w Budach Grzybkach) - też nieudana. Dwa psy mieli dla mnie przechować kilka godzin w Łodzi. Jeden z psów - staruszek- siedział tam 4 lata i nie miał żadnej wizytówki na stronie Wojtyszek, tylko jedno zdjęcie na stronie gminy sprzed lat (znalazłam go zupełnym przypadkiem).
Dzień przed adopcją zadzwonił do mnie urzędnik, że Siemiński nie wydał psów - adoptował wszystkie na siebie. Dodał, że widział tego "mojego" staruszka i "był chory, leżał i się nie ruszał". Twierdził, że nie może zabronić nikomu adopcji, a na mój argument, że byłam pierwsza, nie zareagował. Szczerze mowiąc, zwątpiłam w pomoc psom z Wojtyszek. Pozdrawiam.
(Nadawca życzy ukryć swoje dane osobowe)

Jesteście dużo w stanie zrobić. Cywilna sprawa, konkretne zarzuty dlaczego nie dbają o psy, dlaczego oddają do Wojtyszek. Nagłośnić. Tego prokurator nie umorzy i nie schowa do szuflady. CYWILNE MEDIALNE SPRAWY TRZEBA ROBIĆ WSZYSTKIM GMINOM. I NAGŁAŚNIAĆ, NIECH LOKALNE GAZETY O TYM PISZĄ. Przynajmniej . ŻE PSY IDĄ NA DOŻYWOCIE DO WOJTYSZEK ZA GMINNE PIENIĄDZE . Jeszcze w 2012 stym Wojtyszki miały 6 procent adopcji wg. danych NIK. Według Powiatowego Lekarza Weterynarii w Sieradzu w 2012 mieli 224 adopcji, w 2013 stym 339 adopcji, a lata 2011 i niźej mniejsze liczby. ...................................................................................................
Nic. 6 procent w 2012, a ile teraz? 12? Więcej? Czyli urzędnicy są dymani płacąc za dziczejące, gminne psy ze społecznych pieniędzy. I to ludzie muszą wiedzieć. Oplakatować miasta...wręczać prawdę w ulotkach. Że urzędnicy dymają społeczeństwo gminy, bo i sami są dymani. Chyba, że urzędnicy dymają społeczeństwo, ale im się to opłaci. Ale i tak są dymani , bo Longin jest chytry. I nieuczciwy. Ja i inni podpisywaliśmy lipne umowy, że zarabiamy po 500 PLN miesięcznie, a po cichu dostawaliśmy 1500. To taki przykład , że hycel Siemiński może się imać różnych sposobów. Żeby dymać kogo się da, ile się da. I gdzie się da. Ciekawe, czy od Braniewa hycel już psy wziął? Sądzę, że mają więcej zagryzionych psów niż wyadoptowanych. Wg. danych fundacji Argos w Wojtyszkach życie traci 73 procent psów w stosunku do przyjmowanych, a średnio w kraju 20 procent. Czy ta średnia innych schronisk jest 20 czy 25 procent, to Wojtyszki na przodzie. Mordownia.
Marek Polański, były pracownik Wojtyszek
(zachowano pisownię oryginalną)

avatar of the starter
Żadna organizacjaPetition Starter
This petition had 3,631 supporters

The Issue

Otrzymują:
1) Premier Beata Szydło

2) Przewodniczacy Parlamentarnej Intergrupy na rzecz Ochrony Zwierząt w EU (Animal Welfare Intergroup) Pan Janusz Wojciechowski
Rue Wiertz/Wiertzstraat 60
B-1047 Bruxelles/Brussel
Belgique/België

3) Centralne Biuro Antykorupcyjne
Al. Ujazdowskie 9
00-583 Warszawa

4) Centralne Biuro Śledcze Policji ul. Puławska 148/150, 02-624 Warszawa

5) Prokuratura Krajowa
ul. Rakowiecka 26/30
02-528 Warszawa

6) Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Polsce
Zarząd Główny w Warszawie
ul. Noakowskiego 4, 00-666 Warszawa

7) Najwyższa Izba Kontroli
ul. Filtrowa 57
00-950 Warszawa

Przestępczosc gospodarcza - jest dziedziną przestępczości, którą powinna się zająć CBA wespół z CBŚP.
Proceder przestępczosci gospodarczej jest popełniany od lat w schronisku w Wojtyszkach, które jest zaliczane do największych schronisk w Europie.
Oprócz tysięcy zgromadzonych tam bezpańskich psów odłowionych w liczbie kilku tysięcy: około 4000 lub nawet więcej tysięcy psów - kwitnie tam zorganizowana przestępczość, na którą od lat przymykają oczy zarówno politycy, jak i inspektoraty weterynarii, przekupne, skorumpowane osobniki, którzy nie podejmują żadnych działań, aby ukrócić ten przestępczy proceder. Kontrole terenowych oddziałów NIK nie są miarodajne ani prawdziwe. O kontrolach właściciel schroniska zostaje powiadamiany dużo wczesnie i w czasie kontroli pokazuje tylko to, co chciałby, aby kontrolerzy zobaczyli.

Płyną tam miliony z Gmin, które zawarły umowy na odławianie i pobyt zwierząt, miliony, które ląduja w kieszeni żądnego zysku właściciela, ktory nie ma żadnego współczucia ani litości dla zwierząt.
Jednym z głównych zadań CBA jest zwalczanie korupcji i przestępstw gospodarczych. Konieczne jest zatem doprowadzenie do tego, aby uniemożliwić prowadzenie schroniska przez prywatną osobę, która wykorzystuje posiadanie schroniska do zbijania majątku posługując się korupcja i popełniając przestępstwa gospodarcze.

Opis działalności schroniska w Wojtyszkach nazywanego często "obozem koncentracyjnym dla psów".
Część materiałow została zaczerpnięta ze strony Stowarzyszenie Obrona Zwierząt

Schronisko działalo nielegalnie od 2004 roku, zarejestrowane i objęte nadzorem weterynaryjnym przez Powiatowego Lekarza Weterynarii w Sieradzu dopiero od dnia 07.09.2010 roku.

Wojtyszki (gm. Brąszewice, powiat, sieradzki, woj. łódzkie) - największe w Europie schronisko dla bezdomnych zwierząt, które już dawno przystało być "schroniskiem", a zamieniło się w ogromny obóz koncentracyjny dla psów. Obóz ten prowadzi Longin Siemiński, prywatny przedsiębiorca, któremu organizacje społeczne zarzucają znęcanie się nad zwierzętami, oszustwa i wyłudzanie publicznych pieniędzy.

Wg informacji publicznej uzyskanej z gmin, tylko w latach 2005-2010 Siemiński przyjął łącznie minimalnie 5.530 bezdomnych psów, za kwotę ok. 16 mln zł. Los minimalnie 2,5 tys. psów pozostaje do obecnego czasu nieznany. Nie jest on udokumentowany ani adopcjami, padnięciami czy eutanazją. W obozie przez lata nie funkcjonowała ewidencja przyjęć, praktykowano za to fałszowanie dokumentacji, a ostatnio również wielokrotne chipowanie zwierząt.

Liczba psów koszarowanych w kołchozie w Wojtyszkach rośnie stale i lawinowo, proporcjonalnie do chciwości hycla Siemińskiego, natomiast adopcja zwierzęcia stamtąd jest zjawiskiem niezwykłym i sporadycznym - nawet zdeterminowanym trudno trafić w to ukryte przed światem miejsce, wolontariusze mają tam zakaz wstępu, a co decydujące, właściciel obozu nie jest zainteresowany pozbywaniem się psów. Jest to logiczne z punktu widzenia zarobkowego: każdy pies przez cały okres swojej nędznej wegetacji w Wojtyszkach przynosi hyclowi Siemińskiemu dochód w postaci kilku tysięcy złotych rocznie. Dlatego przebywające tam, pozbawione kontaktu z człowiekiem psy dziczeją. Trafiając do kołchozu w Wojtyszkach, zwierzę otrzymuje dożywotni wyrok, bez szans na nowy dom. Zarabia na tym właściciel obozu - za publiczne, gminne pieniądze.

Gminy placa za dzienne utrzymanie psa kwote od 6 - 10 złotych. Od czasu istnienia schroniska do kieszeni hycla Siemińskiego wpłynęły miliony złotych, pieniądze pochodzące od podatników. Oprócz, tego, że jest to przestępstwo gospodarcze, jest to przestępstwo kryminalne, które powinno być ścigane z urzędu i właściciel Siemiński skazany za jedno i drugie przez sąd.
Nie ulega wątpliwości, że zarówno Powiatowa Inspekcja Weterynaryjna w Sieradzu, jak i Wojewódzka Inspekcja Weterynaryjna w Łodzi jest zainteresowana istnieniem Wojtyszek w obecnej formie.
Wskazuje na to okoliczność, iż Inspekcja Weterrynaryjna wszystkich stopni od lat toleruje działalność hycla Siemińskiego, a prokuratury i sądy jak dotychczas nie wykazały najmniejszej woli politycznej do zlikwidowania tego patologicznego procederu zarabiania na bezdomności zwierząt.
Psy maja wszczepione podwójne chipy, każdy posiada inny numer.
Zachipowane psy nie są zarejestrowane w bazie danych, co przyczynia się do tego, że więcej gmin płaci za tego samego psa.
Dokumenty z gmin pokazują, że płacą one za sterylizacje i kastracje, kiedy w rzeczywistosci Siemiński nie wykonuje ani jednego, ani drugiego.

Można z łatwościa zauważyć słabą kondycję fizyczną i psychiczną psów tam przebywających - na pierwszy rzut oka, psy wydają się być w dobrym stanie (tak jakby były dobrze odżywione), ale bardziej szczegółowe badania kontrolne pokazują, że cierpią z powodu niedoboru witamin, nieuleczalnych chorób, takich jak infekcje skórne i uszne, nowotwory, schorzenia ortopedyczne, zdecydowana większość z nich ma blizny po ugryzieniach lub świeże rany.
Na wszystkie psy Siemiński otrzymuje ogromną kasę od gmin, jego znęcanie się nad psami i nie troszczenie się o nie, jest porażające.
Psy są trzymane niezgodnie z ich potrzebami fizycznymi i emocjonalnymi jako gatunki - w zbyt dużych stadach, brak jest schronienia, występuje codzienne znęcanie się nad zwierzętami przez pracowników używających batów.
Siemiński nie pozwala na adopcje psów przez organizacje pro - zwierzęce i nawet przez osoby prywatne.
Kierujac się zajadłością i chciwością, aby psy pozostały w schronisku i przynosiły mu dochód, Siemiński niejednokrotnie odmówił adopcji psów, czyniąc sztuczną adopcje na siebie samego. Psy nadal jednak pozostały w schronisku i gminy w dalszym ciągu płacą na "jego" psy.

Po latach walki Gminie Aleksandrów Łódzki udało się w końcu odebrać hyclowi Siemińskimu 63 gminne psy, przebywające dotychczas w jego obozie koncentracyjnym dla zwierząt w Wojtyszkach. Psy przekazane w dniach 25 i 27 marca 2013 r. Fundacji Medor były brudne, zapchlone, z licznymi śladami pogryzień, niewysterylizowane, często chore, z powyrywanymi zębami (!) i bez udokumentowanych szczepień przeciwko chorobom zakaźnym. U więcej niż połowy psów stwierdzono podwójne chipy oraz niezgodność z opisem płci, wielkości i koloru.

Sytuację w Wojtyszkach przedstawili kilka miesiecy temu dziennikarze UWAGI! W schronisku uznawanym za największe w Polsce, psy od lat cierpią i walczą w stadzie o przetrwanie, bo w każdym z dużych, pozbawionych wygód boksów, przebywa od kilkudziesięciu do ponad stu zwierząt. Kilka lat temu zniknęło tu bez śladu około dwóch tysięcy psów. Jednak nadzorujący schronisko powiatowy weterynarz nie widział problemu, a właściciel schroniska zapytany o tajemnicze zniknięcia, przeszedł do rękoczynów. Po publikacji UWAGI! wojewódzki lekarz weterynarii w Łodzi czasowo zakazał przyjmowania nowych psów do Wojtyszek, wszczął też postępowanie dyscyplinarne w stosunku do inspektora weterynarii z Sieradza. Choć nadal nie wiadomo, co stało się z tysiącami psów - postępowanie zakończyło sie umorzeniem.

NIK przyjrzała się kompleksowo polskim schroniskom. Raport potwierdził najgorsze obawy organizacji pro-zwierzęcych: blisko 90 procent schronisk nie zapewnia zwierzętom warunków do życia, w przepełnionych obiektach ginie co czwarty pies. Gminy, które powinny opiekować się bezdomnymi zwierzętami, podpisują umowy na ich wyłapywanie z hyclami i mają problem z głowy. Inspekcja weterynaryjna nie kontroluje należycie schronisk. Największymi beneficjentami chorego systemu są prywatne firmy. Każdy złapany pies to dla nich zysk od kiku setek (miesięcznie) do kilku tysięcy złotych publicznych pieniędzy (rocznie).
Posłowie od lat proóbują opracować zmiany w Ustawie o ochronie zwierząt, nim jednak zostaną one uchwalone i wejdą w życie, miną całe lata. Do tego czasu skuteczność walki z nieuczciwym hyclem Siemińskim i schroniskowym biznesem w Wojtyszkach, zależeć będzie od zapału obrońców zwierząt i zrozumienia problemu przez miejscowe organy ścigania.

"Byłam zatrudniona na stanowisku lekarza weterynarii w schronisku w Wojtyszkach od stycznia do
marca 2010. Gabinet lekarski nie posiadał podstawowych leków służących do profilaktyki, zabiegów a także leków do eutanazji. W szafce znajdowały się leki z przedawnioną datą ważności powyżej 2 lat i nici chirurgiczne pow. 5 lat. Gabinet nie posiadał sprzętów i narzędzi potrzebnych
przy prowadzeniu działalności. W gabinecie znajdował się stół do zabiegów, szafka i biurko.
Uzyskałam ugodę właściciela na zakup niezbędnych leków i narzędzi chirurgicznych. Zwierzęta po zabiegach chirurgicznych wynoszone były bezpośrednio z gabinetu do izolatek na dworze, bez ogrzewania (pomieszczenia posiadały budy) ,brak było pomieszczeń ogrzewanych, przeznaczonych dla zwierząt po zabiegach, w związku z czym zwierzęta tymczasowo przebywały w pomieszczeniach mieszkalnych dla pracowników.

Zabiegi, które wykonywałam, dotyczyły zwierząt pogryzionych, które miały ropiejące, kilkudniowe rany i często nie dało się ich uratować ze względu na zbyt późne zauważenie pogryzienia przez pracownika z boksu. Ciała tych psów wyglądały jak sita, całe podbrzusza były jedną wielką raną.

Operowanie tych psów w tak trudnych warunkach nie przynosiło zamierzonych efektów, rany się nie goiły, psy przebywały na mrozie, pracownicy za moimi plecami zdejmowali psom kołnierze
ochronne, co skutkowało wylizywaniem ran i wykrwawianiem się na śmierć.

W przeciągu dwóch miesięcy zostało zagryzionych ok. 20 psów o których wiedziałam. Brakowało podstawowych środków do eutanazji zwierząt, konkubina pana Siemińskiego kazało mi usypiać psy denaturatem, a sam właściciel przychodził ze strzykawką wypełnioną nieznaną mi substancją i
po zaaplikowaniu w niewielkiej ilości zwierzęta odchodziły w bardzo szybkim tempie. Zastrzyki podawał psom domięśniowo.
(...)
Byłam wielokrotnie świadkiem znęcania się pana S. na chorych i nieuleczalnych (pogryzionych) zwierzętach, które w wyniku zadanych ran męczyły się, zdychając w cierpieniach, ponieważ pan S.
kategorycznie zakazał skrócenia ich cierpienia. Kazał ratować je za wszelką cenę, mimo iż okiem lekarza takie zwierzę męczyło się, cierpiało i wymagana była w tych przypadkach eutanazja.
(...)
Codziennie w porze karmienia miałam obowiązek obejrzenia wszystkich psów na terenie schroniska. Wyłapanie pogryzionych sztuk było utrudnione, ze względu na nadmiar psów w boksach, których było przeciętnie od 30-80 sztuk. W boksach wielokrotnie zostałam pogryziona,
psy były agresywne, a część z nich najbardziej pogryzionych przebywała w budach, z których nie mogłam ich wyciągnąć. Podczas karmienia psy zachowywały się bardzo agresywnie, rzucały się na siebie, były rozdzielane batem ale było to nieskuteczne, co skutkowało pogryzieniami w ilości do
20 sztuk dziennie.
(...)
Klucze do gabinetu oprócz mnie posiadała pani K. - narkomanka. Podejrzewam, że brak leków spowodowany był jej uzależnieniem. Do leków pod nadzorem były Ketamina, Morbital i Sedalin oraz denaturat.
(...) Bardzo często widywana była przeze mnie pod wpływem substancji odurzających oraz alkoholu. Ja jako lekarz i dobry obserwator z całą stanowczością mogę potwierdzić, że ta osoba była pod ciągłym wpływem wyżej wymienionych substancji.
Czułam się jako lekarz ludzi, ponieważ pracownicy schroniska nie mieli stałej opieki medycznej a ja udzielałam im wielokrotnie takowej pomocy. Oczyszczałam rany gryzione, szyłam i podawałam
leki z własnej apteczki. Odniosłam wrażenie, że ci ludzie nie posiadali świadczeń medycznych.
Pan Siemiński karał swoich pracowników finansowo, za każde pogryzienie odliczał 150 zł od pensji, zapłatą za pracę był alkohol i papierosy. Alkohol dostawali za dobrze wykonaną pracę, w ramach kary wstrzymywano im tę nagrodę. Zagryzione psy były zapisywane przez panią K. w
zeszycie, ja ich nigdzie nie ewidencjonowałam.
(...)
Standardowym wyposażeniem każdego pracownika były i są kije zakończone sznurkiem z węzełkami, którymi to kijami psy były rozdzielane i zmuszane do posłuszeństwa. Za każde przewinienie były karane uderzeniem batem, nawet za próby skoczenia na płot.
(...)
Pan Siemiński prosił mnie o szczególną uwagę jeśli chodzi o stan denaturatu, ponieważ często zdarzało się, że pracownicy podkradali alkohol. Na terenie hotelu znajdował się sklepik, w którym
pracownicy kupowali, w formie bezgotówkowej, a należność była odpisywana od pensji. Od pensji odpisywane były również alkohol, papierosy i przypadki pogryzień w kwocie 150 zł.
Przypuszczam, że niektórym pracownikom bez powodu odliczono kwoty za pogryzienie, bo bardzo mi się skarżyli. Zresztą byłam tego świadkiem. Przy tak dużej sforze zwierząt i jednym
stróżującym nie są w stanie w nocy zapanować nad całym stadem.
(...)
W czasie mojego pobytu żaden pies nie został przekazany do adopcji.
(...)
Nie przeprowadzano żadnych zabiegów sterylizacji, kastracji ani czipowania.
(...)
Podczas mojego pobytu nie szczepiłam ani nie odrobaczałam zwierzat."
Była Pani weterynarz K.M.

"Schronisko w Wojtyszkach nie jest miejscem godnym dla zwierząt. Panują tam warunki, które nie mają prawa istnienia. Psy są tam bite, szarpane, duszone, a nawet zabijane. Osoby czułe na psie cierpienie mówią „DOŚĆ!“ i domagają się zamknięcia tego miejsca, a także tego, aby właściciele, którzy dopuścili do takich warunków i traktowania, ponieśli konsekwencje prawne. Schronisko w Wojtyszkach już dawno przestało być schronieniem przyjaznym dla czterech łap. Stało się nie tylko miejscem psiego cierpienia, ale także miejscem żerowania na ludziach, albowiem, ani złotówka z adopcji nigdy nie została zainwestowana w życie zwierząt, zawsze trafiając do prywatnej kieszeni. Sprawa schroniska stała się bardzo głośna, a to na tyle, że o sytuacji wypowiadały się osoby publiczne, głos w sprawie zabrali m.in Agnieszka Włodarczyk i Mikołaj Krawczyk.
Tak nie może być. Schronisko w Wojtyszkach to pomyłka. Trzeba to zmienić i skrócić cierpienie tych biednych piesków".
(Wiadomosci 24.pl)


"Dziś po wizycie w Wojtyszkach WOŁAM POLSKO obudź się!!!
Gminy oddają tam bezdomne psy!!!psy, które są niczyje! gminy za nie płacą, a PAN właściciel tego „fantastycznego miejsca ,, robi wszystko aby psów nie wydać do adopcji
- nie wyda fundacją (bo fundacje to żebraki)
- nie wyda nam ( bo mamy swoje zdanie)
- nie wyda Panu .który pojechał po raz pierwszy do takiego ,,schroniska,,. Nie wyda, bo Pan nie zna psa. Chore !!!!!!!!!!
Jestem rozwalona jak ten człowiek postępuje z ludźmi, jak nasz dziki kraj mógł pozwolić na coś takiego. PAN i władca rządzi psami ,które są nie jego własnością!!!
PAN robi z nami co chce....
Tak się zastanawiam czy po słowach "WON mi! !!!Wynocha!!! Won!!" nie dostały byśmy od małżonki bo obraziłyśmy PANA męża.
Żal tych 4 tysięcy psów
Winię za to nasz kraj, nasze prawo.
Fundacje to żebraki : prywatny gość dorobił się na bezdomnych psach i ma nas w garści!
DOŚĆ !
Kto i dlaczego dał uprawnienia takiej patalogii społecznej zezwolenie na prowadzenie schroniska, gdzie setki psow cierpią, a dziesiątki odchodzą każdego miesiąca?
Longin Sieminski, prywatna osoba, który dorobił sie milionów, czuje się "Panem i Władca", który decyduje o losie psów, a do tego chce rządzić również nad ludźmi, nad ludźmi, którym los zwierzat leży na sercu.
Nie dość, że to miejsce jest pełne cierpienia i bólu bezbronnych, poniewieranych istnień, to właściciele schroniska to patalogia społeczna, ktorej los zwierząt jest zupełnie obojetny.
Fundacja Nasze Bezdomniaki, dnia 25.04.2016

Witam Pani ........ , trafiłam na Wasze wydarzenie, stronę przeciwko okrzykniętym Wojtyszkom, stąd moje info do Pani - dziś dowiedziałam się z wiarygodnego źródła, co dzieje się w Wojtyszkach (dziewczyna z kwalifikacjami przyjęta tam do pracy, po1 dobie jest pod opieką psychologa, przeżyła traumę) - zobaczyła że psy, zwłaszcza małe suki zabijane są łopatą i kijami, aż krew tryska na ściany, szczeniaki zabijane są rzutem o ścianę, prawdopodobnie zbierane też są "zamówienia" na psy "przygotowane" do przetopu na psi smalec, bowiem była sytuacja obijania psów kijem, tak jak w Chinach. Dziewczyna bardzo się boi, bo po jej krzykach i protestach zaczęto jej grozić.....Ja nie jestem w żadnym wolontariacie, żadnej fundacji, jestem zwyczajnym zapalonym zwierzolubem i pomagam jak mogę na moim terenie (warm- maz). Przepraszam, ale po zapoznaniu się z Pani postami postanowiłam, że napiszę. Pozdrawiam.
(Nadawca pragnie ukryć swoje dane osobowe)

Witam. Piszę w sprawie Wojtyszek. Byłam tam dwa razy po staruszki. Jeden z nich, mój ukochany pies, odszedł 2 miesiące temu po prawie trzech latach u mnie. Kolejna próba wydostania psa nie udała się (odmówiono adopcji bez podania przyczyny chwilę przed umówionym wyjazdem), pies siedzi tam ponad 4 lata i jest niewidomy. Pisanie do gminy Łask nic nie dało.
Kolejna próba zabrania dwch psów ustalana z gminą Rokitno, (mieli zabierać wszystkie 17 psów do schroniska w Budach Grzybkach) - też nieudana. Dwa psy mieli dla mnie przechować kilka godzin w Łodzi. Jeden z psów - staruszek- siedział tam 4 lata i nie miał żadnej wizytówki na stronie Wojtyszek, tylko jedno zdjęcie na stronie gminy sprzed lat (znalazłam go zupełnym przypadkiem).
Dzień przed adopcją zadzwonił do mnie urzędnik, że Siemiński nie wydał psów - adoptował wszystkie na siebie. Dodał, że widział tego "mojego" staruszka i "był chory, leżał i się nie ruszał". Twierdził, że nie może zabronić nikomu adopcji, a na mój argument, że byłam pierwsza, nie zareagował. Szczerze mowiąc, zwątpiłam w pomoc psom z Wojtyszek. Pozdrawiam.
(Nadawca życzy ukryć swoje dane osobowe)

Jesteście dużo w stanie zrobić. Cywilna sprawa, konkretne zarzuty dlaczego nie dbają o psy, dlaczego oddają do Wojtyszek. Nagłośnić. Tego prokurator nie umorzy i nie schowa do szuflady. CYWILNE MEDIALNE SPRAWY TRZEBA ROBIĆ WSZYSTKIM GMINOM. I NAGŁAŚNIAĆ, NIECH LOKALNE GAZETY O TYM PISZĄ. Przynajmniej . ŻE PSY IDĄ NA DOŻYWOCIE DO WOJTYSZEK ZA GMINNE PIENIĄDZE . Jeszcze w 2012 stym Wojtyszki miały 6 procent adopcji wg. danych NIK. Według Powiatowego Lekarza Weterynarii w Sieradzu w 2012 mieli 224 adopcji, w 2013 stym 339 adopcji, a lata 2011 i niźej mniejsze liczby. ...................................................................................................
Nic. 6 procent w 2012, a ile teraz? 12? Więcej? Czyli urzędnicy są dymani płacąc za dziczejące, gminne psy ze społecznych pieniędzy. I to ludzie muszą wiedzieć. Oplakatować miasta...wręczać prawdę w ulotkach. Że urzędnicy dymają społeczeństwo gminy, bo i sami są dymani. Chyba, że urzędnicy dymają społeczeństwo, ale im się to opłaci. Ale i tak są dymani , bo Longin jest chytry. I nieuczciwy. Ja i inni podpisywaliśmy lipne umowy, że zarabiamy po 500 PLN miesięcznie, a po cichu dostawaliśmy 1500. To taki przykład , że hycel Siemiński może się imać różnych sposobów. Żeby dymać kogo się da, ile się da. I gdzie się da. Ciekawe, czy od Braniewa hycel już psy wziął? Sądzę, że mają więcej zagryzionych psów niż wyadoptowanych. Wg. danych fundacji Argos w Wojtyszkach życie traci 73 procent psów w stosunku do przyjmowanych, a średnio w kraju 20 procent. Czy ta średnia innych schronisk jest 20 czy 25 procent, to Wojtyszki na przodzie. Mordownia.
Marek Polański, były pracownik Wojtyszek
(zachowano pisownię oryginalną)

avatar of the starter
Żadna organizacjaPetition Starter

The Decision Makers

Beata Szydło
Beata Szydło
Premier

Petition Updates