
Co jest teraz dla Pana ważne?
Aby nie skupiać się na sprawach trzeciorzędnych.
Trudne, życie się z nich składa.
Lubię moje powroty z Warszawy do Katowic. Tam mogę popatrzeć na świat z innej perspektywy niż warszawska, gdzie politycy urządzają spektakl dla mediów. Tam wiem, co jest naprawdę ważne.
W Warszawie to niemożliwe?
W Warszawie bez przerwy biega się za różnymi sprawami. I jak tak wszyscy biegamy, każdy oczywiście za najważniejszymi rzeczami w swoim mniemaniu, to chyba często gubimy poczucie proporcji, przestajemy widzieć świat z odpowiednej perspektywy. Nie mylmy gwiazd z ich odbiciem w stawie. Nawet w Katowicach nie zawsze znajduję odpowiedź. Dlatego jeżdżę do ukochanych Działoszyc, jednej z najmniejszych miejscowości w Polsce.
Co jest w Działoszycach?
Zawsze rozmawiam tam z panem Stanisławem, który twardo stąpa po ziemi i nie daje się zwieść warszawskiej gadce, oczekuje konkretów. Bardzo lubię te pogawędki. Mam nadzieję, że gdy spotkam go następnym razem będą mógł powiedzieć o co najmniej dwóch rzeczach, które udało się zrobić.
Jakich?
O tym za chwilę. Najpierw o tym, że w Polsce musimy się umówić, że przewidziane prawem instytucje nie mogą udawać, że działają. Bezprawie nie może szantażować obywateli. Bo polskie państwo przestanie działać i wszyscy za to zapłacimy. Nie może być tak, że od zwykłego człowieka państwo wymaga przestrzegania prawa, a rozkłada ręce, gdy ktoś jest wysoko postawiony.
Jak poznać, że coś jest pierwszorzędne, czy trzeciorzędne?
Trzeba mieć zawsze jakieś wskazówki? Wierzę, że Polaków łączy konstytucja. Przyjęliśmy ją w referendum. Ten najważniejszy akt prawny mówi, Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów. To oznacza, że musi składać się z 15 sędziów. Konstytucja powiada też, że sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybiera Sejm. To jest dość proste, biblijne podejście, tak, tak, nie, nie. Bez trzeciorzędnych dodatków.
Jak ma być działająca, legalna Krajowa Rada Sądownictwa, to niech taka będzie. Jak mają być sądy niezależne, to niech będą niezależne. Albo tego się trzymamy, albo zmieńmy konstytucję, wprowadźmy alternatywny ustrój. Tylko bądźmy świadomi, co robimy.
Wpisałem teraz pańskie nazwisko w Google. Pojawiło się mnóstwo artykułów z ostatnich godzin i dni. O, tu np. niegdyś prominentny dziennikarz „Wyborczej", dziś uchodzący za wzorcowego symetrystę, mówi, że jest Pan jednym z najbardziej toksycznych funkcjonariuszy frontu zemsty.
Wychodzi na to, że dla możliwości mówienia takiego zdania walczyłem o wolne sądy i niezależne media. Ale co tam, jak ktoś chce, niech tak mówi. Jedynie zarzuty o zemstę, są całkowicie przykre, nieprawdziwe i niesprawiedliwe, projekty Iustitii nigdy nie zawierały w sobie chęci zemsty, byliśmy i jesteśmy otwarci na różne opinie. Niszczona przez lata praworządność wymaga naprawy, przywrócenie bezpieczników demokracji. To wymaga konkretnych aktów prawnych. My położyliśmy na stole rozwiązania i je krok po kroku wdrażamy. Do dziś nie zobaczyłem innej gotowej propozycji, a bez niej trudno traktować dywagacje oponentów poważnie.
Czy zabiegi o praworządność jeszcze mają sens? Dopadła nas inflacja zmiany znaczenia słów. My mówiliśmy przez lata o neo-sędziach, oni dziś mówią o antysędziach. Dwie równoległe rzeczywistości, podwójne państwo. Czy tzw. zwykli ludzie odnajdą się w tym doppelstaat?
Po pierwsze wierzę, że ta walka zawsze ma sens. I zamiast grzęznąć w koleinach koncepcji doppelstaat wolę odwołać się do apelu prof. Marcina Matczaka, aby rzeczy nazywać po imieniu, tak jak powinny być one nazywane. Musimy mieć jakieś stałe punkty odniesienia, z nich można stworzyć większe elementy, wiadomo czego się trzymać. Jeśli nie będziemy umieli odróżnić bieli od czerni, nasze państwo zacznie się chwiać, a my sami zwątpimy, gdzie jest horyzont.
Obawiam się, że coraz więcej ludzi patrzy na problem przywracania praworządności jak na polityczny cyrk, w którym coraz chętniej grają obie strony podzielonej Polski. Nie chodzi o to, aby rozwiązać problem, tylko aby była zabawa. W tym wszystkim żal tylko prawdziwych sędziów, prokuratorów i innych prawników-ideowców.
Myślę, że przesadza Pan w czarnowidztwie. Wedle badań nastrojów opinii publicznej, zdecydowana większość Polaków wie, jak jest, np. uważa, że prezydent powinien odebrać ślubowanie od razu od całej naszej szóstki.
Ludzie chcą rozwiązania problemu neo-sędziów. Chcą wreszcie stabilizacji.
I dobrze wiedzą, czyje działania zmierzają do destabilizacji i osłabienia państwa. To prawda, są już tym wszystkim zmęczeni, niepewność co do prawa, stawia nas wszystkich w bardzo niekorzystnej sytuacji.
Optymizm budzi społeczna dezaprobata dla burzenia państwa prawa. To wyzwanie, nie tylko dla nas, sędziów, ale i was dziennikarzy, oraz polityków oczywiście. Trzeba znajdować rozwiązania i koncentrować się na tym, co ważne, nie ulegać pokusie kreowania setek sensacji wokół pobocznych awantur pomiędzy politykami. Politycy będą zawsze kreować sztuczne newsy i spory, bo to pozwala im zachować pracę. My natomiast, jako społeczeństwo, media, instytucje, powinniśmy jednak stawiać im czasem pytanie, co poza tym „bieganiem z taczkami" zrobili. Czy sprawy idą do przodu. Ucinajmy tę „zabawę", jak Pan to nazwał – bo ona nie służy państwu. Idźmy do przodu.
W ostatnich trzech latach rozmawialiśmy kilka razy. Ze spotkania na spotkanie wydawał się Pan być coraz bardziej zniechęcony, zmęczony, i to nie tylko słowami krytyki...
Najgorsza jest krytyka zza pleców, bo jej się nie spodziewasz. Ale, jak powiadał pewien Francuz: strzeż mnie Boże od przyjaciół, bo z wrogami sobie poradzę.
Widziałem pańskie rozczarowanie. Im bardziej starał się Pan bić na alarm, tym bardziej było to wołanie na puszczy. Ale teraz został pan sędzią Trybunału Konstytucyjnego.
Rzeczywiście po dziewięciu trudnych latach prezesury Iustitii, nie był to przecież spacerek, ataki były z wielu stron, każdy miał prawo być odrobinę zmęczony. Dużo się udało, Iustitia jest silna, jednolita i stabilna, wkraczamy na ścieżkę odbudowy. Pewnie, że wolałbym odpocząć, zająć się innymi rzeczami. Ale w sytuacji, w której państwo mówi, że cię potrzebuje, nie można się wycofać. Mimo wielu różnych środowiskowych podziałów sędziowie rozumieją, co jest ważne. Cieszy mnie olbrzymie wsparcie, które ostatnio otrzymałem, od sędziów, prawników, przyjaciół, i wielu zwykłych ludzi. To dzięki temu mam dziś siłę i determinację.
Przeglądałem w sieci wrzawę, dlaczego od razu nie zrezygnował Pan z pracy w sądzie po wyborze na sędziego Trybunału. Mnóstwo ataków nie tylko z dobrozmianowej strony. Miałem poczucie pochłaniającego mnie łupieżu, czy już złożył, czy złoży, dlaczego nie wpłynęło.
Znowu zastanawiamy się nad sprawami trzeciorzędnymi. Jakby ktoś był zainteresowany tym, żeby TK nie funkcjonował. Żeby było jasne, złożyłem urząd sędziego.
Zaspokójmy ciekawość socialmediowego Lewiatana: dlaczego nie od razu, tylko po czasie?
Bo sytuacja związana m.in. ze ślubowaniem była mocno dynamiczna. Kwestia dotyczyła też niejednoznacznej interpretacji przepisów, co podnoszą konstytucjonaliści.
To co, złożył Pan poprzednie stanowisko wbrew swoim przekonaniom i prawnemu obowiązkowi w swoim najlepszym rozumieniu?
Przecież nie jestem dopuszczony do pełnienia urzędu w Trybunale Konstytucyjnym. Ale po uchwale Sejmu wziąłem urlop, żeby nie nakładać na siebie dwóch funkcji. Podobnie od razu zrzekłem się funkcji w Komisji Kodyfikacyjnej, Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury. Dlatego pytam krytyków: o czym my mówimy?
Myślę, że w tak zwanych normalnych czasach, jeżeli takowe były, byśmy o tym dyskutowali dopiero wtedy, gdyby zaczął Pan pracę jako sędzia w TK, a nie zrezygnował z poprzedniej.
No właśnie! O to chodzi, aby dwa systemy nie nałożyły się na siebie, gdzie jako sędzia sądu powszechnego podlegam ustawie i konstytucji, a z drugiej strony jako sędzia konstytucyjny podlegam tylko konstytucji. I w normalnej, jak Pan mówi sytuacji, kilka godzin po wyborze złożyłbym ślubowanie, oświadczenie majątkowe i zrezygnował z poprzednich funkcji. Jednak sytuacja jest daleka od normalności. Dla pełnej transparentności, żeby uciąć wszelkie dyskusje, w poniedziałek 13 kwietnia złożyłem na ręce ministra sprawiedliwości oświadczenie o rezygnacji z urzędu sędziego w sądzie okręgowym w Katowicach.
Żałuje Pan?
Nie. Choć niedawno rozmawiałem z wybitnym sędzią Naczelnego Sądu Administracyjnego, który mówił, że on by się nigdy nie zrzekł do czasu rzeczywistego rozpoczęcia pracy. Również konstytucjonaliści mówią, że trzeba się zastanowić, czy objęcie urzędu, o którym mowa, powinno się łączyć z możliwością rozpoczęcia orzekania.
Sędzia Korwin-Piotrowska mówi, że nie musi się zrzekać, bo to dzieje się automatycznie.
Różne są argumenty. Ja się zrzekłem, ona powiedziała, że utraciła z mocy prawa swój urząd.
Po wygranych ostatnich wyborach wielu demokratycznych prawników postulowało, aby Sejm w pierwszych dniach urzędowania przyjął dwie uchwały de facto rozwiązujące neo-KRS i TK. W tamtej sytuacji politycznej, na fali zwycięstwa 15 października 2023 roku, to mogło się udać. Ale tych kategorycznych uchwał nigdy nie było.
Być może jakieś racje stały, aby stabilne funkcjonowanie organów było ważniejsze niż to, czy są one legalne. Był za to uprzejmy apel, aby sami zrezygnowali.
Jednak osoby demontujące państwo prawa nie były tak uprzejme.
I za te uprzejmości, państwo i my wszyscy płacimy dziś wysoką cenę. Mamy KRS, która nie funkcjonuje, zapaść w sądownictwie, bo brakuje tysiąca etatów. Więc jeśli ktoś ma przeciągający się proces, nie dostaje rozstrzygnięć tak szybko, jak powinien, niech podziękuje politykom i tym, którzy ten system niszczyli, nie patrząc jednocześnie na to, że wywracają do góry nogami codzienną pracę sądów. W których po prostu, jak i w szpitalach czy innych sektorach, nie ma dziś wystarczającej liczby ludzi, żeby obsługiwać sprawy obywateli tak szybko, jak tego wymagają.
Trybunały Konstytucyjne wymyślono po II wojnie światowej, aby siła polityczna nie zdominowała podstawowych praw i wolności. I teraz jest pytanie, jak długo państwo może funkcjonować bez tej ochrony konstytucyjnej?
Wszyscy pamiętamy uliczne protesty o prawa kobiet, to wiązało się z działalnością TK. Tak jak i dziesiątki innych, zwykłych, codziennych ludzkich spraw np. utraty prawa jazdy.
Nie stać nas na komfort tego, aby w jednej z najważniejszych gospodarek na świecie nie było sądownictwa konstytucyjnego.
Kto zaprzepaścił szansę na przełomie 2023 i 2024? Sejm? Premier? Minister Sprawiedliwości?
Myślę, że lekcja jest bardzo prosta. W życiu trzeba działać. Nic samo się nie dzieje i trzeba być odważnym i konsekwentnym w dochodzeniu praw.
Demokraci nie skorzystali z okazji, aby być odważnymi?
W moim przekonaniu zabrakło determinacji, aby realizować to, co zostało już stwierdzone wyrokami sądów i trybunałów. Dziś istotne jest, żeby wróciło państwo prawa. Aby działały sądy, które ostatecznie pewne rzeczy rozstrzygają. Aby Polska przestrzegała orzeczeń sądów działających w ramach Unii czy Rady Europy.
Jeżeli w pewnym momencie Trybunał stwierdza, że jakiś organ u nas nie spełnia podstawowych wymagań, albo że ktoś nie został wybrany tak, jak trzeba, to się zastanawiam, jak to jest, że tamten Trybunał mówi, że ktoś nie może wydawać wyroków, a z drugiej strony ta osoba jednak wydaje wyroki i państwo je wykonuje. Mam dysonans poznawczy.
Skoro ja mam takie trudności, to dlaczego się później dziwimy, że ludzie rozkładają ręce? Oni rozumieją jeszcze mniej, są w jeszcze większym kłopocie niż my, którzy znamy wszystkie orzeczenia, analizy. To nie buduje prestiżu i autorytetu państwa.
To po prostu demoluje państwo.
Gdzie dzisiaj byśmy byli, gdyby wtedy, jak mówi Pan, nie zabrakło nam odwagi i determinacji.
To są już spekulacje. Ale wyobraźmy sobie na chwilę, że legalna KRS funkcjonuje od dwóch lat, mamy te tysiąc etatów już obsadzonych, że nie mówi się neo-sędziach, bo problem już rozwiązany. Ale może już w maju tego roku zacznie działać odnowiona i legalna KRS.
Co jednak, gdy stara nie przestanie działać? Będziemy mieli dwie KRS? Na łamach "Wyborczej" przestrzegła przed tym Ewa Ivanova.
Wracamy do punktu, czy rzeczywiście jesteśmy w stanie przekonać społeczeństwo, że jednak coś legalne jest, a coś nie jest.
Na czym polega odpowiedzialność za funkcjonowanie państwa? Wierzę, że czas wreszcie powiedzieć, że jest tak i tak. Odpowiedzialność za państwo dotyczy każdej strony sceny politycznej i pana prezydenta, i rządu, i Sejmu, i Senatu, i nas wszystkich prawników, jeżeli chodzi o kwestie praworządnościowe - powinniśmy usiąść do stołu i powiedzieć: dalsza destabilizacja systemu wymiaru sprawiedliwości jest zła dla państwa, bo to jest jeden z głównych jego fundamentów. Umówmy się, jak to chcemy naprawić.
Wymienione osoby usiądą?
W końcu będą musiały. Jeżeli mamy 16 milionów spraw rocznie w sądach, to oznacza, że to jest olbrzymia funkcja usługowa wobec społeczeństwa. Trzeba założyć, że statystycznie każdy, od jednodniowego noworodka do stuletniego seniora, jest raz w roku w sądzie. To jest taka skala. Sprawiedliwość dotyczy nas wszystkich. I to nie jest zabawa. Wymagajmy czegoś od establishmentu politycznego.
Podczas mojego wysłuchania publicznego mówiłem do posłów PiS-u: no to zgódźmy się co do pewnych rzeczy, co proponujecie? Chcemy, aby funkcjonował Trybunał Konstytucyjny i nie był już areną politycznej i prawniczej wojny, no to zróbmy to. I o tym dyskutujmy, jak do tego doprowadzić. I to jest sprawa pierwszorzędna.
A my jesteśmy na poziomie dyskusji, czy farba, którą pomalowano magazyn miała wszystkie atesty. Tymczasem przed magazynem tłum skanduje: Nie ma chleba! Nie ma chleba!
Czy będzie pan orzekał kiedykolwiek w Trybunale?
Oczywiście, że tak.
Kiedy?
Jak najszybciej, mam nadzieję. Mam na pewno nie mniejsze prawo orzekać w TK niż Bogdan Święczkowski.
Pójdzie pan na kompromisy ze Święczkowskim?
Nie przyszedłem pracować w prywatnym sądzie Bogdana Święczkowskiego, tylko w Trybunale Konstytucyjnym Rzeczypospolitej Polskiej. I żadna z osób, które zasiadają w TK, nie ma prawa zabronić mi orzekania.
Nie będę siedział na fotelikach w okolicach wejścia do Trybunału Konstytucyjnego popijając wodę mineralną – także dlatego, że dziś marnowanie mojego czasu jest marnowaniem zasobu podatników.
Jak i kiedy doprowadzi pan do tego, że będziesz orzekał w TK?
Lubię mówić o rzeczach, które się dokonują, nie będę więc zapowiadał, kiedy to się wydarzy.
Jestem prawnikiem, sędzią Trybunału Konstytucyjnego, zgodnie z prawem zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby wykonać mój obowiązek, który nałożyło na mnie państwo polskie.
Mam dwudziestoparoletnie doświadczenie prawnicze, naukowe, sędziowskie. Teraz mogę oddać państwu wszystko, co mam w głowie, po to, żeby chronić prawa i wolności ludzi. I to zrobię.
Trzymacie się państwo razem w szóstkę, czy raczej we czwórkę w gronie nowych sędziów TK? Czy razem rozważacie różne strategie i taktykę?
Cała szóstka jest solidarna. Dwoje z nas, którzy ślubowali u prezydenta, powtórzyło ślubowanie z pozostałymi w Sejmie.
Co zrobi pan, jeżeli przez najbliższy rok nie zostanie ani razu powołany do orzekania?
Nie zakładam takiej sytuacji.
A z czego będzie Pan żył, jak nie będzie dostawał pensji, bo Bogdan Święczkowski jej nie wypłaci?
Jestem pracownikiem naukowym, będę też pisał różne rzeczy jako sędzia Trybunału Konstytucyjnego. Nie szkodzi, że zarobię mniej, wiedziałem na co się piszę.
Tylko połowa z was wykłada na uczelniach, prawda? Co będzie z pozostałymi?
Trudno mi powiedzieć. Rzeczywiście mogą znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji życiowej.
Rozmawiacie ze sobą o tym?
Na razie nie, choć to ważne.
Każdy, przyjmując wybór Sejmu miał świadomość, co może nas spotkać, np. że prezydent – bezprawnie – ominie niektóre osoby.
Zastanawiam się, jaki jest wasz pomysł na siebie, co będziecie robić przez ten czas. Poza tym, że niektórym może zabraknąć do pierwszego.
Na pewno użyjemy wszystkich możliwych narzędzi prawnych, które są w każdej dziedzinie prawa. Jesteśmy niezłymi prawnikami. Może wniesiemy do sądu pracy o zasądzenie wynagrodzenia, podejmiemy też inne kroki prawne.
Taki proces w Warszawie z odwołaniami zakończy się za sześć, a może więcej lat. I to pod warunkiem, że nie traficie na neo-sędziego. Kiepska perspektywa.
Można złożyć wnioski o zabezpieczenie, teoretycznie powinny być rozpatrzone w tydzień. Poza tym, powiem to niemal wprost, majestat państwa prawa nie może ustąpić przed bezprawiem.
Dlatego złożyliśmy w nietypowy sposób ślubowania, bo wcześniej trzykrotnie apelowaliśmy do prezydenta w formie pisemnej, aby nas przyjął.
Dzień po dniu staramy się obejmować swój urząd, składamy różne pisma.
I co to wam da?
Doświadczenie prawnicze uczy, że każde pismo ma znaczenie. Nie składamy tych pism, aby je składać.
Obawiam się, że będą one miały większe znaczenie, powiedzmy, z punktu widzenia historycznego niż skutecznie tu i teraz coś zmienią. Tamci państwo żyją w innej rzeczywistości niż wy i my.
Gdybym tak myślał, gdyby z takim defetyzmem do sprawy podchodziły tysiące innych sędziów czy obywateli, nie bylibyśmy dziś w Polsce w miejscu, w którym jesteśmy. Mam zupełnie inne zdanie. I wiem, co mówię. To nie może być tak, że ktoś mówi nie, bo nie. Weźmy np. obowiązki pracownicze, one są gwarantowane autorytetem państwa. To różne wykroczenia i przestępstwa pracownicze, skarbowe itd. Niektóre działania mogą być zakwalifikowane jako utrudnianie funkcjonowania organów władzy publicznej. Bo my występujemy w roli sędziów Trybunału Konstytucyjnego.
Nie uzurpuję sobie odgrywania roli innych władz państwowych, które mogą działać. Siła autorytetu państwa powinna zapewnić to, żebyśmy się nie musieli nad tym zastanawiać. To moja odpowiedź na pytanie, czy wiem, ile trwają procesy sądowe. Jasne, że wiem, bo jeszcze parę tygodni temu pracowałem w sądzie powszechnym.
Dla dobra interesu publicznego, to trzeba cały czas podkreślać, państwo musi działać sprawnie.
Boję się, że przez ostatnie lata, już za rządu demokratów, wielu ludzi przestało odczuwać, że tak jest. Pan mówi, że jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Święczkowski powie, że nie. Może rzeczywiście nie ma jednej, obiektywnej rzeczywistości, tylko tyle, ilu jest obserwatorów?
Tak podchodząc do życia możemy zapomnieć o funkcjonowaniu państwa, a prawo zostawmy gdzieś na boku, porzućmy sądy i żyjmy z tym ludowym podejściem do wszystkiego. Wtedy jakieś inne jednostki przyjdą i na oko będą mówiły, co dobre, a co nie.
Jestem profesorem prawa, cenionym w Polsce i za granicą, z dorobkiem naukowym i orzeczniczym, napisałem parę specjalistycznych książek. Co mam odpowiedzieć na to, że pan były prokurator Święczkowski uważa, że nie jestem sędzią TK? Do tego zastrasza sędziów Trybunału, którzy złożyli zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa w związku z niedopuszczeniem nas do orzekania w TK. Nie dajmy się zwariować.
We mnie jest złość, że 2,5 roku temu i później demokraci nie słuchali pana ostrzeżeń. Choć bardzo wtedy pan krzyczał.
Tak było.
A teraz jesteśmy w sytuacji, którą przepowiadał. Trzy lata przywracania praworządności poszły z wiatrem.
No właśnie. Dlatego z taką determinacją mówię, że na boisku nie ma trzeciej połowy meczu. Czas się przebudzić. Jeśli nie wyciągniemy wniosków i zabraknie nam determinacji, to gangrena bezprawia będzie się rozwijać. Polska będzie przypominać wielkie miasto, z którego miesiącami, a może latami nie wywozi się śmieci.
Wejdziecie z policją na al. Szucha? Chyba nie ma takiej siły, aby przymusić Bogdana Święczkowskiego, żeby was zatrudnił.
Nie chcę odpowiadać na tak postawione pytanie. Nie jestem politykiem, nie mam swojej policji. Policję ma państwo, które ja mam kontrolować. Jeśli państwo chce, aby Trybunał Konstytucyjny był zdrowy, to niech się nad tym zastanowi, jakie ma przepisy w Konstytucji, w ustawach i niech działa. Są np. możliwości różnych postępowań immunitetowych i dyscyplinarnych. Zresztą karne już się toczy.
Dawno mówiłem, doprowadzamy w Polsce do bezkarności niektórych prawników. Bałem się sytuacji, która właśnie nadeszła. Że sędzia czy prokurator będzie jechać po pijaku, a system zadziała w ten sposób, że nie można mu zrobić nic.
Co powiedziałby pan premierowi i ministrowi Żurkowi, gdyby pan ich teraz spotkał? Co powinni zrobić?
Do wszystkich apeluję za każdym razem, żeby nie tracili żadnego dnia. Bo za tydzień, miesiąc, czy rok, nie będzie łatwiej.
Może być za to gorzej.
Roboty tyle samo, co kiedyś, ale czasu trzy razy mniej. Gdy pojadę do moich Działoszyc, spotkam się z panem Staszkiem. On zawsze pyta o trzy rzeczy, które zostały już zrobione. Chciałbym mu odpowiedzieć pozytywnie na to pytanie.
Co pan odpowie?
Jak przyjadę następnym razem, to mu powiem, że pierwszą rzeczą, która się udała, jest Trybunał Konstytucyjny. Drugą Krajowa Rada Sądownictwa, a następne będą chwilę później. I powiem mu, że o jego dzieci i wnuki zadbają polskie sądy, Trybunał Konstytucyjny i że nie musi się już o nie bać.
W Święta nie śmiał się z pańskich wysiłków?
To jedna z najmniejszych miejscowości w Polsce. Tamtejsi ludzie potrafią docenić wykonaną robotę, to że traktuje się ich poważnie, że ktoś podejmuje wysiłek ponad kolorami politycznymi. Większość widzi sytuacje kuriozalne jak np. podczas posiedzenia Trybunału Konstytucyjnego 16 kwietnia. Dlaczego państwu z obecnej neo-KRS dopiero teraz zaczęły przeszkadzać przepisy, choć wcześniej na ich podstawie zostali wybrani dwa razy? To jest bardzo czytelne.
Sędziowie dostrzegli, że przeprowadzone 20 kwietnia 2026 r. wybory przedstawicieli sędziowskiego środowiska do Krajowej Rady Sądownictwa były po raz pierwszy w historii, że to było prawdziwe święto demokracji dla sędziów.
W połowie maja kończy się kadencja KRS-u. Mam nadzieję, że za kilka tygodni będę w Trybunale Konstytucyjnym.
Ale jak już rozmawialiśmy, możliwe będą dwa trybunały. Pierwszy legalny, taki mały wewnątrz tego oficjalnego, ale nieuznawany przezeń, cokolwiek by to znaczyło. I dwie KRS.
Wie pan, jednak nie jestem kosiarzem umysłów. Nie wejdę komuś do głowy, by się dowiedzieć, czy i co będzie uznawał.
Jeżeli komuś kadencja wygasła, to wygasła. Jeżeli kończy się kadencja KRS-u, to się kończy, zaczyna się nowa. Jeśli kończy się kadencja parlamentu, to się zaczyna nowa. Bo w innym razie, marszałek Sejmu po następnych wyborach parlamentarnych powie; wiecie państwo, musimy przeprowadzić kolejne wybory. Albo że dokonał analizy i uważa, że 200 posłów to jednak nie są posłowie.
I nie odbierze ich ślubowania.
On po prostu wpuści ich na salę plenarną i powie, że coś tam uważa. Tak właśnie tracimy państwo. Powtórzmy: państwo to rodzaj umowy. Określa ją konstytucja. I pewne osoby nie mogą robić pewnych rzeczy. A my nie powinniśmy wchodzić w niepotrzebną dyskusję, tylko reagować na złe rzeczy dla państwa.
Nie będzie dwóch Krajowych Rad Sądownictwa, zobaczy pan.
A jak obecna nie będzie chciała wyjść albo założy KRS na uchodźtwie?
Nie moja sprawa. To decyzja ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego. Mam nadzieję, że na sam koniec swojej kadencji osoby z neo-KRS będą w stanie zachować się godnie.
Bo w przeciwnym razie…
To tak, jakby ktoś ogłosił, że zakłada z kumplami sąd i będzie wydawać wyroki. Pytanie, czy w państwie znajdzie się siła, która zacznie ich przestrzegać.
W prawie karnym podawanie się za organ, gdy się nie sprawuje danej funkcji, jest karalne.
Może trzeba będzie wdrożyć zastępcze formuły, inne niż proces nominacyjny, przy obstrukcji prezydenta. W Hiszpanii było podobnie. Poradzili sobie, my też damy radę.
Wybory do TK to najlepszy dowód na to, że w obronie wartości walczyć warto zawsze do końca. To ważny krok na drodze przywracanie bezpieczników demokracji w Polsce, przywracania niezależności instytucji sądownictwa.
Niezależnie od tego, co powie dziś, jutro czy pojutrze jeden, drugi czy trzeci polityk, taki jest stan prawny.
Czuję się, jakbyśmy dziś podnosili z ziemi tę deptaną przez lata Konstytucję RP.
I robię to także w imieniu tych milionów obywateli, którzy bronili latami Trybunału, Konstytucji i wolnych sądów.
*Krystian Markiewicz, rocznik '76, doktor habilitowany nauk prawnych, profesor Uniwersytetu Śląskiego, cywilista, w latach 2016–2025 prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia". W tym roku wybrany na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, był jednym z czterech, od których prezydent Karol Nawrocki nie odebrał ślubowania. Za rządów Zjednoczonej Prawicy organizował protesty "dobrej zmiany" w polskich sądach, szykanowany dyscyplinarnie i w ramach afery hejterskiej. Autor ponad 50 publikacji naukowych (postępowanie cywilne, prawo cywilne i ustrojowe).
Rozmawiał Waldemar Paś
Źródło tekstu i zdjęcia: https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,32744026,krystian-markiewicz-nie-przyszedlem-pracowac-w-prywatnym-sadzie.html