Petition updatePolonia chce normalnych wyborów prezydenckich!!!Węzeł sądowy, czyli jak prezydent Nawrocki zabezpiecza bałagan Ziobry - tekst Ewy Siedleckiej
Jan TymowskiBrussels, Belgium
13 Feb 2026

"Po ponad dwóch latach od upadku rządów PiS system, który w wymiarze sprawiedliwości stworzył Zbigniew Ziobro, trzyma się mocno. Jego gwarantem jest prezydent Nawrocki. Ustawy proponowane przez ministra Żurka to chyba ostatnia próba zmiany.

Politycy nie potrafią lub nie chcą porozumieć się w sprawie uporządkowania wymiaru sprawiedliwości. Tylko jak długo potrwa system, w którym można kwestionować wyroki jednej trzeciej sędziów w Polsce? Prof. Ewa Łętowska: – Jeżeli nie nastąpi skuteczna zmiana prawa, to tak długo, aż ludzie nie wyjdą na ulice przeciw sądom i nie zmiotą tego, kto aktualnie rządzi.

Nowa KRS

Na podpis prezydenta czeka rządowa ustawa zmieniająca tryb powołania sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa z wyboru przez Sejm na wybór przez sędziów. Uchwalono ją w iście pisowskim tempie: od pierwszego czytania w Sejmie do przekazania przez Senat ustawy prezydentowi minęło sześć dni.

Jest to ta sama ustawa, którą do Trybunału Konstytucyjnego posłał swego czasu przed podpisaniem prezydent Andrzej Duda. Trybunał – w listopadzie zeszłego roku – uznał, że narusza ona konstytucję. W ustawie, którą dostał teraz do podpisu prezydent Nawrocki, zniesiono wpisany do poprzedniej ustawy zakaz głosowania w wyborach do KRS przez neosędziów, a jeśli chodzi o możliwość kandydowania do niej, wprowadzono wymóg stażu: co najmniej 10-letni sędziowski, w tym co najmniej pięcioletni staż na aktualnie zajmowanym stanowisku. Ten drugi wymóg praktycznie eliminuje z kandydowania sędziów, którzy awansowali dzięki poparciu neoKRS.

W sprawie wymaganego stażu na zajmowanym stanowisku było pole do negocjacji z prezydentem. Bo powrót do zasady, że sędziów do KRS wybierają sędziowie, a nie posłowie, może być bardziej atrakcyjny dla prezydenta i jego politycznego środowiska niż wybór dokonany przez posłów obecnej koalicji rządzącej. Gdyby wybierali sędziowie, z których jedna trzecia to dzisiaj neosędziowie, do nowej KRS mogłoby wejść kilku neosędziów.

Zwłaszcza że Biuro Legislacyjne Senatu przedstawiło senackim komisjom opinię, w której wymóg stażu dla sędziów uznało za naruszający konstytucję. Przywołano wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2007 r., w którym stwierdził on, że konstytucja odsyła do ustawy tylko co do uregulowania „organizacji, zakresu działania i trybu pracy KRS”, a ustanawianie dodatkowych reguł, kto może kandydować, wykracza poza konstytucyjne upoważnienie. Biuro Legislacyjne oceniło też, że wymogi 10-letniego stażu sędziowskiego i pięcioletniego na aktualnym stanowisku „mogą być uznane za nieproporcjonalne i w istocie arbitralne”.

Zaproponowane przez BL poprawki przejął senator Marek Borowski, ale połączone senackie komisje ustawodawcza i praw człowieka bez dyskusji przegłosowały rekomendowane Senatowi przyjęcie ustawy bez poprawek. I tak się stało.

Próby rozmów z prezydentem nie było, mimo że jeszcze w połowie grudnia minister sprawiedliwości Waldemar Żurek mówił w wywiadzie dla Onetu: „Ja przy tym stażu się nie upieram. Jeżeli to będzie wymóg prezydenta, to – proszę pamiętać, że mamy proces legislacyjny – byłbym w stanie tutaj ustąpić”. Teraz minister Żurek jedynie „wzywa” prezydenta do „szybkiej naprawy KRS”.

Dlaczego nie było próby porozumienia się z prezydentem? Parlamentarzyści Koalicji, z którymi rozmawialiśmy, są zdania, że na szczeblu rządowym uznano, że politycznie – w perspektywie wyborów parlamentarnych w 2027 r. – bardziej opłaci się pryncypialna postawa, niechodzenie na kompromisy z prezydentem i niedopuszczanie go do procesu legislacyjnego. Bo – ci, którzy walczyli o wolne sądy na ulicy, nam tego [negocjacji z prezydentem] nie wybaczą. Z kolei wiceminister Dariusz Mazur (skądinąd sędzia „walczący na ulicy”) wskazuje, że ludzie z otoczenia prezydenta wykluczali możliwość prezydenckiej zgody na rozwiązanie, w którym sędziowie wybierają sędziów. Mogłoby być więc tak, że pozostałoby wrażenie o dogadywaniu się z prezydentem Nawrockim, z czego i tak by nic nie wyszło.

Tak czy siak

Brak próby zawarcia kompromisu z prezydentem nie jest zresztą krytycznie ważny, bo 13 maja i tak kończy się kadencja sędziów w obecnej Krajowej Radzie, a jeśli prezydent zablokuje ustawę, to wybory odbędą się na podstawie przepisów uchwalonych przez PiS. Żeby zachować zgodność z konstytucją, posłowie powinni po prostu zatwierdzić do KRS tych spośród kandydatów, którzy zbiorą najwięcej podpisów sędziów.

Przypuszczalnie uda się więc wybrać nowych 15 sędziowskich członków KRS. Zahamuje to dopływ nowych neosędziów do systemu wymiaru sprawiedliwości, ale nie rozwiąże problemu ich statusu. I statusu ich orzeczeń.

Ten problem ma rozwiązać kolejna rządowa ustawa, tzw. praworządnościowa, nad którą pracuje Sejm. Przewiduje ona, że od momentu wejścia w życie ustawy wydane wcześniej przez neosędziów orzeczenia pozostają w mocy (z wyjątkiem orzeczeń Sądu Najwyższego i przypadków orzeczeń wcześniej zakwestionowanych). Sędziowie, którzy uzyskali awans przy udziale neoKRS, formalnie wracają do macierzystych sądów, ale faktycznie otrzymują dwuletnią delegację do sądu, do którego awansowali, aby mogli dokończyć prowadzone tam sprawy i wziąć udział w powtórzonych konkursach przed przyszłą legalną KRS. Wyjątkiem są neosędziowie z Sądu Najwyższego (56 osób), którzy nie mają możliwości pozostania w SN. Ustawa znosi też Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, uznaną m.in. przez TSUE za pozbawioną cech sądu.

Prezydent Nawrocki już na początku urzędowania zapowiedział, że nie podpisze żadnej ustawy kwestionującej status sędziów powołanych przez prezydenta. Ale być może, gdyby ustawę podzielono na dwie: jedną o statusie neosędziów, drugą o statusie ich wyroków, udałoby się przekonać prezydenta do podpisania tej drugiej. W końcu gwarantuje ona niewzruszalność orzeczeń neosędziów, wyjątek przewidując jedynie dla spraw będących już w toku.

Na razie jest to jednak jedna ustawa i prezydent Nawrocki najpewniej jej nie podpisze.

Chaos i wyroki widma

A to oznacza narastanie chaosu w sądownictwie. Winą za ten chaos obarczany będzie raczej rząd niż opozycja, która wprowadziła do systemu neosędziów, czy prezydent, który blokuje rządowe ustawy. Bo w końcu to rząd – tak według konstytucji, jak według społecznych oczekiwań – odpowiada za sprawne funkcjonowanie systemu wymiaru sprawiedliwości.

Bez uregulowania statusu neosędziów ich orzeczenia mogą być podważane, nawet po wielu latach, wbrew interesowi stron. Chaos, jaki to powoduje w wymiarze sprawiedliwości, uświadomiła opinii publicznej niedawno nagłośniona sprawa z Giżycka, kiedy to sąd, który miał dokonać podziału majątku po rozwodzie, uznał ów rozwód za nieistniejący, ponieważ był orzeczony przez neosędziego. Strony z rozwodu były zadowolone i nie skarżyły go, ale sędzia z Giżycka zbadał jego status „z urzędu”, bo takie ma prawo. I zebrał głosy krytyki od prawników, bynajmniej nie propisowskich.

W sprawie giżyckiej sytuację stron dodatkowo pogorszyło użycie przez sąd formuły, że wyrok rozwodowy „nie istnieje”. „Koncepcja non existens oznacza, że tych orzeczeń nie ma w obrocie prawnym. Rozwiedzeni są ponownie małżonkami, majątki z powrotem wspólne, spadki nienabyte i niepodzielone, własność, pieniądze wracają do tego, kto przegrał proces, praw rzeczowych nie ma, alimentów nie ma, adopcje, ubezwłasnowolnienia znikają, znikają z obrotu prawnego spółki, a co z ich majątkami – nie wiadomo. Otwieramy bramy zakładów karnych i wypuszczamy skazanych, oddajemy prawa jazdy skazanym za „zabójstwa drogowe” i jazdę po alkoholu, Skarb Państwa zwraca grzywny” – napisali na internetowych łamach „Rzeczpospolitej” profesorowie i adwokaci Maciej Gutowski i Piotr Kardas.

– Wyroki mogą być wadliwe w różny sposób i podważalne z rozmaitymi skutkami, niekoniecznie takimi, jak to zrobiono w tej sprawie. Czasem można je uzdrowić, czasem nie. A najgorsze, że w tej sprawie sięgnięcie do wyroku rozwodowego w ogóle było zbędne – wylicza prof. Ewa Łętowska możliwości, z których sąd w Giżycku mógł skorzystać, i błędy, które popełnił.

Ale stało się: orzekł „nieistnienie” wyroku rozwodowego. Skoro tak, to stronom przyjdzie ponownie wystąpić z pozwem rozwodowym. Tylko co, jeśli sędzia, który go dostanie, uzna, że dotychczasowy wyrok jest ważny, i odmówi orzeczenia rozwodu? Jak państwo polskie zamierza zagwarantować im prawo do sądu? I do decydowania o swoim życiu rodzinnym?

Chichot historii

Kwestionowanie orzeczeń neosędziów było dla sędziów walczących z upolitycznianiem wymiaru sprawiedliwości za rządów PiS sposobem obrony wymiaru sprawiedliwości i praw jego klientów. Kwestionowali sędziów powołanych z udziałem upolitycznionej neoKRS heroicznie, nierzadko doznając za to poważnych szykan osobistych i zawodowych ze strony ówczesnej władzy. Dzisiaj za to samo są krytykowani, bo politycy nie potrafią lub nie chcą się dogadać w sprawie ustawowej naprawy sądownictwa. A w debacie publicznej pojawił się dylemat, co jest bardziej szkodliwe dla realizacji prawa do sądu: kwestionowanie wyroków neosędziów czy ich niekwestionowanie.

Jacek Ignaczewski, sędzia Sądu Rejonowego w Olsztynie, specjalizujący się w prawie rodzinnym, i były dyrektor Departamentu Strategii w Ministerstwie Sprawiedliwości, na kanwie sprawy z Giżycka zamieścił na swoim facebookowym koncie tekst, w którym sugeruje, że gorsze jest kwestionowanie. Pisze, że konstytucyjne prawo do sądu to nie tylko prawo do sądu właściwie obsadzonego, ale też do osądzenia sprawy. A „sędzia nie jest od naprawiania państwa przez wstrzymywanie wyroków. Jest od tego, by ORZEC, nawet w trudnych warunkach ustrojowych”. Na ten wpis zareagował sędzia Piotr Mgłosiek z Sądu Rejonowego dla Wrocławia-Krzyków, uznając, że kwestionowanie wyroków neosędziów to obowiązek sędziów: „Kwestionowanie orzeczeń wydanych przez wadliwie powołanych sędziów to jest właśnie ochrona obywatela. (…) Sędzia z pewnością nie jest od akceptowania bezprawia i narażania bezpieczeństwa prawnego obywateli. To kwestia zasad”.

Prof. Ewa Łętowska proponuje pragmatyzm: w sytuacji, gdy strony sporu nie podnoszą kwestii neosędziego, sędziowie nie muszą badać każdego orzeczenia, działając z urzędu. A już zupełnie nie w sprawie z Giżycka, gdzie sędzia w osobnym postępowaniu miał dokonać podziału majątku. – Istnieje domniemanie ważności wyroków. Ono jest po to, by chronić prawa osób, które te wyroki dostały, na papierze z orzełkiem. I dodaje: – W obrocie prawnym są tysiące decyzji bezwzględnie nieważnych, ale funkcjonujących dlatego, że mamy domniemanie legalności. Są pewnie tysiące wyroków, które są potencjalnie wadliwe, niekoniecznie dlatego, że wydali je niewłaściwie powołani sędziowie. Ale nikt ich nie bada: skoro ich nie podważono, to są i będą do końca dni naszych wywoływały skutki.

Patrząc choćby na stanowiska wydawane przez stowarzyszenie sędziów Iustitia, nie wydaje się, aby sędziowie, którzy walczyli o praworządność, kwestionując prawo neosędziów do orzekania, skłonni byli teraz odstąpić od pryncypialnego działania. Mają oręż w postaci wyroków międzynarodowych trybunałów. Choć z drugiej strony dotyczą one wyłącznie neosędziów w Sądzie Najwyższym, a TSUE nigdy wprost nie stwierdził, że do podania w wątpliwość bezstronności sędziego wystarczy samo powołanie go z udziałem neoKRS. Za to tak orzekł Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu.

Mimo sprzeciwu prezydenta uda się powołać nową KRS w duchu zgodnym z konstytucją (posłowie jako „listonosze” wyboru dokonanego przez sędziów). Ale w kwestii takiego czy innego uregulowania statusu neosędziów dobrnęliśmy do ściany: bez zgody prezydenta nic z tego nie będzie.

Choć może się okazać, że z biegiem czasu walka z orzeczeniami neosędziów osłabnie, bo – tak jak za PiS – negowanie ich będzie szkodziło w karierze. Wprawdzie o nominacjach do awansu decydować będzie nowa KRS, ale prezydent może ich nie podpisać. A Karol Nawrocki, odmawiając w listopadzie awansów 46 sędziom, stwierdził: „Nie będę dawał awansów także tym sędziom, którzy kwestionują porządek konstytucyjno-prawny Rzeczpospolitej”. I doprecyzował, że chodzi o takich, którzy „słuchają złych podszeptów ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka”. Można się domyślać, że chodzi o kwestionowanie wyroków neosędziów.

Prawnicy mający kontakt z sądami już dziś zauważają u sędziów oznaki „ustawiania się pod prezydenta”. Na pewno nie jest to powszechne i nie oznacza jeszcze dyspozycyjności, ale rezygnacja z negowania wyroków neosędziów to byłaby jednak istotna zmiana.

Pat totalny

Niemoc polityczna spowoduje, że Polska nie wykona pilotażowego wyroku Trybunału w Strasburgu „Wałęsa przeciwko Polsce”, w którym od systemowego, ustawowego rozwiązania sprawy sędziów powołanych z udziałem neoKRS i likwidacji Izby Kontroli Nadzwyczajnej w SN Trybunał uzależnia to, czy będzie nadal orzekał zadośćuczynienia w podobnych sprawach napływających do niego z Polski (w tej chwili jest ich ponad 800). Polska nie wykona też zobowiązań wobec Komisji Europejskiej dotyczących naprawy wymiaru sprawiedliwości.

Jednym z najgorszych dla państwa skutków tej niemocy jest to, że Sąd Najwyższy, czyli ostatnia instancja sądowa i organ, którego orzeczenia kształtują orzecznictwo sądów powszechnych, pozostanie zdominowany przez osoby mające dług wdzięczności wobec polityków PiS i jego koalicjantów z byłego rządu. To, że powołując się na orzeczenia TSUE i ETPCz, sądy niższych instancji będą mogły (właściwiej byłoby napisać „musiały”, bo wyroki te je do tego obligują) kwestionować orzeczenia neosędziów z SN, niewiele pomoże.

Oznacza to też brak możliwości pociągania do odpowiedzialności dyscyplinarnej czy karnej sędziów, którzy z przyczyn politycznych za czasów PiS sprzeniewierzyli się zasadzie niezawisłości. Do tej pory Izba Odpowiedzialności Zawodowej SN nie uchyliła żadnemu z nich immunitetu, mimo wniosków rzeczników dyscyplinarnych i prokuratury. Nadal także o sprawach związanych z wyborami – prezydenckimi, parlamentów: polskiego i Europejskiego i w wyborach samorządowych – orzekać będzie zakwestionowana przez ETPCz i TSUE Izba Kontroli Nadzwyczajnej SN.

Wreszcie: nierozstrzygnięcie ustawowo wątpliwości co do statusu neosędziów i ich wyroków może powodować brak zaufania do nich ze strony sądów innych unijnych krajów w sprawach, gdzie strony będą się na nie powoływać. Pokazuje to choćby opisana sprawa z Giżycka. Jeśli ktoś z rozwiedzionej/nierozwiedzionej (niepotrzebne skreślić) pary zechce osiedlić się w innym unijnym kraju, jak mają go traktować tamtejsze urzędy? Czy może tam zawrzeć nowy związek? Czy może brać kredyty bez zgody małżonka/niemałżonka (niepotrzebne skreślić)? A co będzie w sprawach gospodarczych? Bezpieczniej będzie zarejestrować firmę w innych krajach, żeby nie podlegać orzecznictwu polskich sądów. Tylko wtedy także tam firmy będą płacić podatki. I tak dalej.

Na razie w tym tunelu światła nie widać. Ale z drugiej strony w jakimś sensie tak zdecydowali wyborcy, których większość w zeszłym roku poparła Karola Nawrockiego. Tyle że uprzątnięcia bałaganu wymaga się od tych, którzy wtedy przegrali."

Polityka 7.2026 (3551) z dnia 10.02.2026, s. 21

Oryginalny tytuł tekstu: "Węzeł sądowy"

Link do tekstu i zdjęcia: https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/2331637,1,wezel-sadowy-to-moze-byc-ostatnia-szansa-na-zmiane-systemu-ziobry-uda-sie-w-tym-tunelu-swiatla-nie-widac

Copy link
WhatsApp
Facebook
Nextdoor
Email
X