Actualización de la peticiónPolonia chce normalnych wyborów prezydenckich!!!Macie kontakt z Ambasadorami? To przeczytajcie!
Jan TymowskiBrussels, Bélgica
20 ene 2021

Pod linkiem z ilustracją przykład tego jak obecny rząd postępuje z polskimi dyplomatami.

A oto dzisiejszy komentarz Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, byłej wiceminister spraw zagranicznych oraz byłej Ambasador RP, a obecnie dyrektorki Instytutu Strategie 2050 (https://strategie2050.pl/zarzad/) odnośnie dalszych planów PiS:

Feudalizacja dyplomacji

Dzisiaj zbiegają się dwa pozornie nie związane wydarzenia: zaprzysiężenie prezydenta USA oraz pierwsze czytanie w Sejmie ustawy o służbie zagranicznej. Pierwsze przykuwa dużo uwagi, drugie przechodzi niemal nie zauważone. Niesłusznie, dla pozycji międzynarodowej Polski wydarzenia te, choć z zupełnie różnych perspektyw, mogą mieć równie istotny wpływ.

Projekt ustawy o służbie zagranicznej powstał bez porządnych konsultacji międzyresortowych i oczywiście bez żadnych rozmów z tymi, których ona dotyczy. W jej uzasadnieniu napisano, że zmiany „mają na celu dostosowanie służby zagranicznej do potrzeb i wyzwań współczesnego świata”. Mi po przeczytaniu projektu nasunął się zgoła nie współczesny cytat (przypisywany carowi Piotrowi I), ale oddający niestety ducha proponowanych rozwiązań: „Podwładny powinien przed obliczem przełożonego mieć wygląd lichy i durnowaty, tak, by swoim pojmowaniem sprawy nie peszyć przełożonego.”

Ta ustawa, jeśli wejdzie w życie, zmieni polską dyplomację w feudalną strukturę, w której głównym motorem kariery będzie uniżona lojalność wobec zwierzchników, od samego dołu, aż do tych ustawionych najwyżej - czyli polityków. To jest dokładne przeciwieństwo tego czego średni kraj unijny, taki jak Polska, potrzebuje dzisiaj by budować podmiotową i sprawczą pozycję w świecie.

Co zmienia ustawa?

Po pierwsze totalnie upolitycznia ambasadorów. Oczywiście nominacje stricte polityczne miały miejsce także dotychczas, w dużo większym stopniu działo się to za PiS-u, ale również przed 2015. Nigdy jednak nie uznano otwarcie ambasadorów za „nominatów politycznych” takich samych jak ministrowie czy wiceministrowie. To rozwiązanie nie jest stosowane w żadnym kraju unijnym. Nieprzypadkowo.

W nowoczesnym demokratycznym państwie ambasador ma być przede wszystkim profesjonalistą, który zna region/kraj, zna zasady dyplomacji, wie jak funkcjonuje MSZ i placówka dyplomatyczna i potrafi nią zarządzać. Co najważniejsze ambasador ma reprezentować nie określoną partię (tak jak to robi minister), ale Rzeczpospolitą. Traktowanie ambasadorów jako łup polityczny - to jest recepta nie tylko na pogorszenie jakości dyplomacji, to przenoszenie konfliktów wewnętrznych za granicę. Nominat polityczny zastanowi się bowiem 100 razy nim godnie podejmie i zaprosi do współpracy, przedstawiciela RP (posła, senatora, artystę, naukowca) nielubianego przez obecną władzę.

Po drugie ustawa otwiera szeroko drzwi dla osób o niejasnych kwalifikacjach, a więc w praktyce dla 'swoich'. Dotychczas wejście do służby zagranicznej było możliwe głównie przez Akademię Dyplomatyczną (choć były także inne ścieżki) i zawsze wiązało się z koniecznością zdania egzaminów. Teraz rola Akademii Dyplomatycznej ulega ograniczeniu, a za granice i do centrali można w „wyjątkowych” sytuacjach dostać się nawet bez egzaminu. Konsekwencje będą oczywiste - napływ ludzi o niższych kwalifikacjach, za to powiązanych personalnie z kierownictwem politycznym MSZ i szerzej, z aktualną władzą. Tacy ludzie, jak łatwo można sobie wyobrazić, od samego początku będą rozumieli, że ich kariera zależy nie od ich kompetencji, ale od 'układów'. Ich lojalność będzie się więc skierowana nie wobec Rzeczpospolitej, ale wobec politycznie umocowanych zwierzchników.

Ten efekt „feudalnej zależności” pracowników służby zagranicznej wzmacnia, ogromna woluntarystyczna władza Dyrektora Generalnego i powoływanego po raz pierwszy przez ustawę Szefa Służby Zagranicznej. Zakres kompetencji Dyrektora Generalnego MSZ już obecnie nie przypomina zachodnich odpowiedników cywilnego szefa służby urzędniczej w resorcie, który wobec podwładnych musi stosować się do reguł, a wobec zwierzchników politycznych ma daleko posunięta autonomię. Ta nadmierna władza zostaje przez obecna ustawę jeszcze pogłębiona. Dla przykładu DG może nakazać wyjazd na dowolną placówkę, a w sytuacji dwukrotnej odmowy karać finansowo. To DG i SSZ mają ogromną wolność w żonglowaniu stanowiskami. A właśnie stanowiska, a nie jak to bywa w innych dyplomacjach stopnie dyplomatyczne, są kluczem do wysokich zarobków.

Nie, nie takiej dyplomacji potrzebuje Polska we współczesnym świecie. W świecie coraz brutalniejszej konkurencji, coraz bardziej skomplikowanym. By w takim świecie zawalczyć o swoją pozycję potrzebujemy - nie armii biernych, zastraszanych „niewolników” - ale przebojowych, kreatywnych i profesjonalnych ludzi, którzy wierzą w swój kraj, ufają mu i są z niego autentycznie dumni. Tego niestety zmiany proponowane przez rząd w żadnym razie nie promują. Cała nadzieja w tym, że w polskiej dyplomacji utrzymają się ludzie (a jest ich w niej naprawdę dużo) którzy pomimo złego prawa i politycznej pazerności rządzących, w źle działających instytucjach, będą się starali służyć Polsce. Po prostu dlatego, że są przyzwoitymi ludźmi i niezależnie od wszystkiego tak rozumieją swoją misję wobec ojczyzny i swoich współobywateli.

Źródło: https://www.facebook.com/profile.php?id=100011699604219

Apoya la petición ahora
Firma esta petición
Copiar enlace
WhatsApp
Facebook
Nextdoor
E-mail
X