
Jako pierwszy ten autorstwa Michała Szułdrzyńskiego (Rzeczpospolita - stamtąd też zdjęcie: https://www.rp.pl/komentarze...):
Decyzja o zaprzysiężeniu Karola Nawrockiego została podjęta przez marszałka Sejmu Szymona Hołownię. Polska potrzebuje dziś ruszyć do przodu i zamknąć etap wyborów prezydenckich.
Po wielogodzinnym posiedzeniu Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego naprawdę ciężko mieć przekonanie, że rozwiano wszelkie wątpliwości co do ostatnich wyborów prezydenckich.
Co pokazał Adam Bodnar podczas posiedzenia Izby Kontroli Nadzwyczajnej Sądu Najwyższego?
Prokurator generalny i minister sprawiedliwości Adam Bodnar, występujący przed Izbą nieuznawaną przez siebie – ale i przez międzynarodowe trybunały – za sąd, pokazał, jak lekceważąco SN potraktował wiele protestów wyborczych. A w ten sposób podeptał prawa obywateli, którzy wiedzeni troską o państwo i przejrzystość wyborów, słali swoje skargi. Zresztą nie tylko wtorkowe posiedzenie, ale również występy medialne niektórych nowych sędziów SN były pokazem buty i arogancji.
Jak zauważył prof. Maciej Gutowski, o wadliwości Izby Kontroli Nadzwyczajnej już jednak wszystko wiemy. No, może nowa jest właśnie ta arogancja, ale w sensie ustrojowym nic się nie zmieniło. O tym, że obecny stan prawny prowadzi do kryzysu ustrojowego, alarmowaliśmy w „Rzeczpospolitej” już kilka miesięcy temu. Obecna sytuacja jest konsekwencją zmian, które wprowadzał PiS, chcąc domknąć system wymiaru sprawiedliwości według własnego pomysłu. Inicjatywa Szymona Hołowni, by ważność wyborów stwierdziło grono sędziów SN, co do statusu których nie ma żadnych wątpliwości, została zawetowana przez Andrzeja Dudę – odchodzący prezydent również z tego względu winien jest więc sytuacji, w jakiej stwierdzono ważność wyboru i okoliczności zaprzysiężenia jego następcy.
Co państwo powinno zrobić po decyzji kwestionowanej Izby Kontroli SN w sprawie ważności wyborów prezydenckich?
Powstaje pytanie, co polskie państwo ma robić dalej. Prof. Gutowski twierdzi, że powinniśmy istnienie Izby Kontroli – mimo wszelkich zastrzeżeń – po prostu przyjąć do wiadomości. Mimo zażenowania zachowaniem SN i środowiska politycznego, z którego pochodzi Karol Nawrocki, powinniśmy ten etap już zakończyć. Prokuratura niech robi swoje, badając, czy i ile głosów policzono nieprawidłowo. Bo jaka jest alternatywa? Będziemy szukać rozwiązań na krawędzi ładu konstytucyjnego czy pójdziemy do przodu?
Dla obozu rządzącego prezydentura Nawrockiego jest wyzwaniem, ale co pozostaje innego? Chaos? Wszak rząd, który przeprowadził najgłębsze reformy, nie licząc rządu Tadeusza Mazowieckiego, a więc gabinet prof. Jerzego Buzka dokonał wszystkiego w kohabitacji z trudnym przeciwnikiem, jakim był Aleksander Kwaśniewski. Oczywiście polityka funkcjonowała wówczas na innych zasadach, ale jeśli ekipa Donalda Tuska chce pokazać Polakom, że zasługuje na to, by po raz kolejny powierzyli jej władzę w kolejnych wyborach parlamentarnych, powinna ruszyć do przodu. Bo tego chyba najbardziej potrzebuje też dziś Polska – rządu, który będzie troszczył się o rozwiązywanie problemów obywateli i gospodarki, który dba o bezpieczeństwo zewnętrzne i wewnętrzne oraz jest w stanie upilnować swoich granic.
Rozstrzygnięcie pozostało w rękach marszałka Sejmu Szymona Hołowni. We wtorek wieczorem ogłosił po decyzji Sądu Najwyższego, że zwoła Zgromadzenie Narodowe, które przyjmie ślubowanie od Karola Nawrockiego. [vide post SH na X: https://x.com/szymon_holownia...]
Bo Polska musi iść do przodu!
Drugi komentarz który polecam jest autorstwa Ewy Siedleckiej (Polityka - Sąd Najwyższy zamącił. Wybory ważne, niesmak pozostał. Co z przeliczeniem głosów?):
Powtórne przeliczenie głosów w 296 komisjach dotkniętych anomaliami odbędzie się już po ogłoszeniu ważności wyborów, choć nic nie stało na przeszkodzie, żeby było inaczej. Czy Adam Bodnar zostanie z tym przeliczaniem jak Himilsbach z angielskim?
Po trzyipółgodzinnych i transmitowanych przez media obradach Izba Kontroli Nadzwyczajnej ogłosiła ważność wyborów prezydenckich, których zwycięzcą, uzyskawszy większą liczbę głosów od konkurenta Rafała Trzaskowskiego, jest Karol Nawrocki.
Jak dużą większością głosów wygrał – to będzie jeszcze zapewne przedmiot sporów, zważywszy że prokuratura w ramach prowadzonych śledztw opartych na sporządzonych dla niej ekspertyzach statystycznych anomalii zamierza ponownie przeliczyć głosy we wskazanych 296 komisjach wyborczych. Jednak co do tego, że to liczenie nie wpłynie na zmianę faktu, że Karol Nawrocki dostał więcej głosów od Rafała Trzaskowskiego, zgodzili się i uczestniczący w posiedzeniu prokurator generalny Adam Bodnar, i przewodniczący PKW sędzia Sylwester Marciniak, i członkowie IKN.
Co orzekła IKN Sądu Najwyższego
Od orzeczenia o ważności wyborów zdanie odrębne złożyli sędziowie Leszek Bosek, Grzegorz Żmij i Artur Redzik. Ten ostatni chciał tylko bardziej podkreślić w uzasadnieniu właściwość i prawomocność IKN do rozpatrywania protestów wyborczych. Leszek Bosek i Grzegorz Żmij – przeciwnie, powołując się na orzeczenia ETPC i TSUE, negowali legalność IKN. Jednak wszyscy się zgadzali, że zwycięzcą wyborów jest Nawrocki, który dostał więcej głosów niezależnie od rozmaitych nieprawidłowości.
Leszek Bosek w zdaniu odrębnym, popartym w całości przez Grzegorza Żmija, wyliczał nieprawidłowości w procedowaniu IKN nad protestami wyborczymi:
• uznanie, że prokurator generalny nie jest uczestnikiem postępowania w sprawie ważności wyborów (mimo że jest uczestnikiem postępowań w sprawie protestów wyborczych), i w związku z tym nierozpatrzenie jego wniosków o wyłączenie członków IKN od rozpoznawania protestów wyborczych i o przeniesienie ich rozpatrywania do Izby Pracy (Adam Bodnar wnioskował, aby w sprawie odsunięcia orzekali sędziowie innych izb SN, bo członkowie IKN orzekaliby we własnej sprawie, co jest niedopuszczalne).
• nierozpatrywanie indywidualnie każdego z protestów przysłanych według wzorów Romana Giertycha i Michała Wawrykiewicza (w sumie było to 99 proc. wszystkich ponad 54 tys. protestów wyborczych), ale zebranie ich pod jedną sygnaturą i odrzucenie ze względu na niespełnienie wymogów formalnych. Wcześniej podczas posiedzenia IKN zapewniała, że każdy został obejrzany; jedne nie zawierały potrzebnych danych skarżącego, inne ograniczały się do przedrukowanego wzorca skargi z nieczytelnym podpisem. Nie wskazywały też, w której komisji wyborczej miało miejsce naruszenie i jakie są na to dowody. Nieoficjalnie informowano, że to nie członkowie składów sądzących IKN oglądali poszczególne skargi, ale pracownicy sekretariatu, a to naruszenie proceduralne.
• podważenie legalności IKN wyrokami ETPC i TSUE, a w związku z tym przejęcie przez cały skład Sądu Najwyższego jej kompetencji do rozstrzygania protestów wyborczych.
• odsunięcie od rozpatrywania protestów wyborczych dwóch członków IKN (właśnie Boska i Żmija) dlatego, że powołując się na wyroki ETPC i TSUE, postulowali rozpatrywanie protestów przez cały skład SN.
• odrzucenie argumentów z modeli statystycznych sugerujących możliwość niewłaściwego zliczenia głosów. IKN argumentowała w wyroku o ważności wyborów, że nie spełniają one warunków formalnych, bo dotyczą teoretycznych spekulacji, a nie konkretnych naruszeń prawa wyborczego w konkretnych komisjach. Leszek Bosek w zdaniu odrębnym mówił, że SN ma obowiązek wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności, które mogłyby mieć wpływ na wyniki głosowania.
Zdaniem Leszka Boska i Grzegorza Żmija te nieprawidłowości mogą dyskwalifikować cały proces badania protestów i orzeczenie o ważności wyborów.
Sprawa aplikacji Mateckiego
Być może właśnie przewidując kwestionowanie legalności swojego orzeczenia, IKN zdecydowała się na transmitowanie posiedzenia, by taką transparentnością postępowania (przedtem były zarzuty do rozpatrywania protestów głównie w trybie niejawnym, bez udziału skarżących) uwiarygodnić się w oczach wyborców.
Rzeczywiście, trzyipółgodzinne posiedzenie pozwoliło wybrzmieć wszystkim zarzutom formułowanym przez prokuratora generalnego Adama Bodnara. A członkowie IKN starali się na nie odpowiadać. Chodziło o:
• rozpatrzenie łącznie bez nadania sygnatury każdemu protestowi zgłoszonemu według wzorów Romana Giertycha i Michała Wawrykiewicza
• odrzucenie jako niespełniających wymogów formalnych protestów dotyczących „aplikacji Mateckiego”
• odrzucenie jako niespełniających wymogów formalnych protestów opartych na modelach statystycznych.
Do tych wszystkich kwestii odnosił się też przewodniczący PKW sędzia Sylwester Marciniak.
Jeśli chodzi o „aplikację Mateckiego”, argument IKN jest prosty i przekonujący: nie poskarżył się nikt, kto padłby jej ofiarą i nie mógł zagłosować. Sylwester Marciniak potwierdził, że w drugiej turze wyborów nie zgłoszono takiego incydentu, a w pierwszej zgłoszono trzy. A więc w żadnym razie nie mogło to wypaczyć wyniku wyborów.
Zgłoszenia z modeli statystycznych wykazujących anomalie zostały odrzucone przez IKN, ponieważ kodeks wyborczy wymaga wskazania konkretnych zdarzeń świadczących o naruszeniu wymienionych w kodeksie przepisów, a protesty oparte na modelach statystycznych odnoszą się nie do faktów, tylko do domniemań – wyliczenia statystyczne nie są dowodem.
Cóż, można przyjąć takie argumenty, choć można też z nimi dyskutować w sytuacji, gdy model statystyczny wskazuje na konkretne komisje. Ale samo rozumowanie, że model statystyczny to argument teoretyczny, a nie konkret, jest prawidłowe. Tyle że ze względu na wiarygodność samego procesu wyborczego dobrze byłoby, żeby co do interpretacji kodeksu wyborczego w tak ważnej sprawie uchwałę podjął cały skład Sądu Najwyższego albo przynajmniej izba SN, której prawomocność nie została skutecznie zakwestionowana przez europejskie trybunały.
Bodnar jak Himilsbach z angielskim
To, że tak się nie stało, zawdzięczamy uporowi pierwszej prezeski SN Małgorzaty Manowskiej, która przyznała w rozmowie z TVN24, że nie jest zainteresowana tym, by w wyniku ponownego przeliczania głosów wygrał prezydent, który zakwestionuje jej sędziowski status.
Powtórne przeliczenie głosów w 296 komisjach dotkniętych anomaliami odbędzie się więc już po ogłoszeniu ważności wyborów, choć nic nie stało na przeszkodzie, żeby w ramach uwiarygodniania się IKN zaczekała na te wyniki. Wiadomo, że nie zmienią wyniku wyborów, bo nawet gdyby wszystkie głosy w tych komisjach padły na Trzaskowskiego, to jedynie zmniejszyłoby to jego przegraną w stosunku do Nawrockiego.
Czy więc Adam Bodnar zostanie z tym przeliczaniem jak Himilsbach z angielskim?
Nie zostanie, bo przeliczenie potrzebne jest do uwiarygodnienia wyników wyborów wobec zdezorientowanej i umacnianej w wątpliwościach przez polityków opinii publicznej. Poza tym dokładna analiza stwierdzonych „anomalii” i ich przyczyn konieczna jest do poprawy procedury wyborczej, żeby następne wybory nie odbywały się w atmosferze nieufności do wyborczego procesu.
A co do tego, czy ważna jest ważność wyborów stwierdzona przez nieważną izbę, należy zaznaczyć, że to bez znaczenia. Zaprzysiężenie prezydenta nie wymaga stwierdzenia ważności wyborów. Tylko ze stwierdzeniem ich nieważności byłby problem.