
Komisja powinna była stanowczo działać już latem 2017 r., gdy PiS rozpoczął atak na Sąd Najwyższy, czy w grudniu 2019, gdy PiS przeforsował ustawę kagańcową przewidującą kary dla sędziów za wysyłanie do TSUE pytań prejudycjalnych.
Komisja Europejska zawnioskowała dziś [7 września] do TSUE o nałożenie kar na Polskę za łamanie orzeczeń zawieszających Izbę Dyscyplinarną. To znak, że PiS w swojej kampanii przeciwko niezależnym od władzy sądom właśnie dojechał do ściany. Ale do ściany dojechała też Komisja Europejska. Sytuacja w Polsce jest tak zła, że eurokraci w Brukseli nie mogą udawać, że tego nie widzą.
Prezes PiS już dawno wyczuł słabość Unii
W styczniu 2016 r. Komisja Europejska rozpoczęła spór o praworządność z rządem PiS. Wówczas chodziło jedynie o wybór tzw. sędziów dublerów do Trybunału Konstytucyjnego i zakusy PiS, by przejąć tę instytucję. Nikt wówczas nie spodziewał się, że na czele TK stanie Julia Przyłębska, „odkrycie towarzyskie" Jarosława Kaczyńskiego, a trybunał stanie się powolnym, niesprawnym instrumentem partii rządzącej. Nikt nie spodziewał się zamachu PiS na pozostałe sądy, przejęcia władzy w Sądzie Najwyższym i ustanowienia Izby Dyscyplinarnej, która miała wykluczać z zawodu sędziów krytykujących władzę lub orzekających nie po jej woli. W styczniu 2016 r. Komisja próbowała Polskę PiS zawstydzić i nastraszyć, licząc, że Kaczyński się ugnie. Tego, że przywódca rządzącej partii przyjmie skrajnie antyeuropejskie stanowisko, również się nie spodziewano.
Gdy Kaczyński, zamiast się wycofać, wybrał konfrontację, Komisja, zamiast ostro stawić mu czoła, zaczęła kombinować, jak się z PiS dogadać, a właściwie jak zawrzeć z Kaczyńskim jakiś zgniły kompromis. Argument: w dobie brexitu nie należy tworzyć nowych podziałów w łonie UE, trzeba zrozumieć nowe polskie władze.
Prezes PiS odbierał próby jako oznakę słabości UE i szedł dalej, mimo że z każdym jego krokiem Polska traciła reputację dojrzałego państwa, na którym można polegać. W 2019 r. nowa Komisja Europejska postanowiła powtórzyć błędy poprzedniej. Próbowała się dogadać. Aż w końcu dotarła do ściany. Dyscyplinująca procedura z art. 7 traktatu UE okazała się martwa, skargi do TSUE składano z opóźnieniem, mechanizm uzależniający wypłatę pieniędzy z unijnego budżetu od przestrzegania praworządności rozwodniono, a jego uruchomienie odłożono w czasie. Nawet na ignorowanie orzeczeń TSUE Komisja początkowo patrzyła przez palce.
Ucierpiał euroentuzjazm Polaków
Dalej tak się nie da, bo zawłaszczanie przez polską władzę niezależnych sądów zagraża Unii jako wspólnocie prawa. Komisja Europejska, choć pewno dalej z chęcią próbowałaby zawrzeć z PiS jakiś kompromis, nie ma wyboru i musi przedsięwziąć stanowcze kroki. Kaczyński stoi teraz przed wyborem: wycofać się, albo wyjść z UE.
Problem w tym, że Komisja powinna była stanowczo działać już latem 2017 r., gdy PiS rozpoczął atak na Sąd Najwyższy, czy w grudniu 2019, gdy PiS przeforsował ustawę kagańcową przewidującą kary dla sędziów za wysyłanie do TSUE pytań prejudycjalnych.
Komisja Europejska unikając konfrontacji z Jarosławem Kaczyńskim straciła nie tylko czas. Roztrwoniła zaufanie do unijnych instytucji oraz wiarę w sprawczość naszej wspólnoty, stępiła euroentuzjazm wielu Polaków. Nie wiem, czy da się je odzyskać.
Dodatkowy komentarz: https://www.tokfm.pl/Tokfm/7,103087,27542985,szymon-holownia-o-karach-dla-polski-kaczynskiemu-po-prostu.html