Kulisy akcji policji podczas strajku kobiet. Ostrej interwencji domagał się Kaczyński
Wojciech Czuchnowski
26 listopada 2020 | 06:00
Wśród cywilów wysłanych tydzień temu przeciwko strajkowi kobiet byli nie tylko antyterroryści z BOA, ale też funkcjonariusze CBŚ. Kierownictwo operacji przejął komendant stołeczny ds. kryminalnych. W tle jest walka o fotel komendanta głównego i awanse.
Poznaliśmy nowe szczegóły dotyczące brutalnej akcji cywilnych policjantów przeciwko strajkowi kobiet 18 listopada. Według naszych informatorów miał to być pokaz siły na zamówienie Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS i wicepremier ds. bezpieczeństwa oczekiwał od policji „bardziej stanowczych działań”.
Kaczyński wywieziony z Warszawy
Wszystko zaczęło się 30 października. Tego dnia opozycja uliczna, przede wszystkim Ogólnopolski Strajk Kobiet, zapowiedziała, że zorganizuje pod domem Kaczyńskiego happening z okazji przypadającej następnego dnia nocy „Dziadów”. Ochraniająca prezesa firma ochroniarska Grom Group potraktowała sprawę bardzo poważnie i połączyła ją z anonimowymi groźbami zamachu, które Kaczyński regularnie dostaje. Prezes miał zostać ubrany w kamizelkę kuloodporną i wywieziony do ośrodka szkoleniowego w Czerwonym Borze k. Łomży. Żeby zweryfikować tę informację, dwa tygodnie temu wysłaliśmy pytania do kierownictwa Grom Group. Odpowiedzi nie mamy do dzisiaj.
Kaczyński, już wcześniej wściekły na przychodzące pod jego dom manifestacje, poczuł się upokorzony. Od tego czasu zaczął domagać się od szefa MSWiA Mariusza Kamińskiegobardziej stanowczych działań ze strony policji. Pierwszą okazją miał być 11 listopada. Przed Marszem Niepodległości policjanci dostali instrukcje, by chronić manifestację narodowców przed „lewackimi bojówkami”. Nic z tego nie wyszło, bo narodowcom nikt nie próbował przeszkadzać. Sami wywołali zamieszki i interwencję służb mundurowych. Miało to spowodować „wybuch złości Kaczyńskiego”, który uczestników marszu traktował jak sojuszników, wzywając ich do „obrony kościołów przed aktami profanacji”.
„Aktywnie wchodzić w środek”
Jak twierdzą nasi rozmówcy, to właśnie dlatego w ub. środę sprawę zabezpieczenia protestów wzięli w swoje ręce „zwolennicy radykalnych rozwiązań”. Na czele akcji zamiast dowódcy oddziałów prewencji stanął zastępca komendanta stołecznego policji ds. kryminalnych insp. Krzysztof Smela. Do pomocy wziął szefa Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego (SPAK) KSP komisarza Krzysztofa Funkiendorfa.
Ustalili, że cywilni funkcjonariusze wyposażeni w gaz i pałki teleskopowe będą „aktywnie wchodzić w środek zamieszek i wyłapywać ich prowodyrów”. Do akcji ściągnięto nie tylko policjantów z Biura Operacji Antyterrorystycznych, ale też tych ze SPAK oraz funkcjonariuszy wydziału realizacyjnego Centralnego Biura Śledczego. Zostali podzieleni na kilka grup, których dowódcy mieli nadajniki GPS (tzw. pinezki) widoczne ze stanowiska dowodzenia. Jedna z tych grup została użyta pod budynkiem TVP na placu Powstańców Warszawy. Na stołeczne ulice wyszło tego dnia grubo ponad 100 tajniaków z różnych formacji AT.
W środę wysłaliśmy w tej sprawie pytania do rzecznika Komendy Stołecznej. Prosiliśmy o weryfikację tych danych oraz informację, ilu „cywilów” użyto tego dnia w Warszawie i dlaczego operacją zabezpieczającą kierował komendant ds. kryminalnych. Na razie odpowiedzi nie ma.
Walka o władzę w policji
Zdaniem rozmówców „Wyborczej” w tle opisanych wydarzeń jest walka o władzę na różnych szczeblach policji. Komendant stołeczny nadinsp. Paweł Dobrodziej chciałby objąć funkcję komendanta głównego w miejsce nadinsp. Jarosława Szymczyka. Kaczyński i część polityków PiS zarzucają Szymczykowi „zbytnią miękkość”. Komendanta broni Kamiński. Z kolei dowodzący „cywilami” szef SPAK ma ochotę przejąć dowództwo nad BOA, którym teraz kieruje kom. Dariusz Zięba. Ten ostatni w proteście przeciwko użyciu BOA do pacyfikowania strajku kobiet chciał się podać do dymisji.