
Jak rząd uzasadnia swą odmowę publikowania "orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego" w sprawie aborcji? Odpowiedź do dziś brzmiała: w ogóle nie uzasadnia. Kręci, zwleka, mataczy i wyrzuca z siebie sygnały sprzeczne - jak to rząd Zjednoczonej Prawicy. Ale dziś coś się zmieniło.
Przyjmijmy na chwilę (ale tylko na chwilę!) taką oto absurdalną fikcję, że antyaborcyjny komunikat Grupy Znajomych Mgr Przyłębskiej (GZMP) z 22 października jest wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. Oczywiście nie jest, bo zasiadały w nim trzy osoby nieupoważnione, a przewodniczyła źle wybrana prezes. Ale dla celów argumentacyjnych przyjmijmy za dobrą monetę narrację władzy, że jest to całkowicie prawowity Trybunał Konstytucyjny, a to, co produkuje (coraz rzadziej zresztą), to są „orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego.
„Orzeczenie” z 22 października nie zostało opublikowane, chociaż art. 190 par. 2 konstytucji stwierdza jednoznacznie, że orzeczenia TK „podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu” – bez żadnych warunków, które uzasadniałyby zwłokę. I to dopiero z dniem ogłoszenia orzeczenie wchodzi w życie (art. 190 par. 2).
Kuriozalna odpowiedź
Ale, zauważy ktoś, przecież sztuczka z niepublikowaniem była już grana przez rząd Beaty Szydło w 2016, który dał sobie prawo do osądzania, które wyroki nadają się do publikowania, a które nie. Abstrahując jednak od całkowitej bezprawności dokonywania takiej oceny (za co była premier powinna kiedyś zapłacić w sądzie), to sytuacja była zupełne inna politycznie. Wówczas rząd miał przeciw sobie „wrogi” Trybunał Rzeplińskiego i Biernata, a dziś ma „swój” przyjazny, przymilny organ mgr Przyłębskiej. Gdyby rząd chciał zastosować analogię z ówczesnym niepublikowaniem, przyznałby, że dzisiejszy TK działa w sposób nieprawidłowy (co wówczas zarzucano Trybunałowi) – a to byłoby podważenie całej ustrojowej "dobrej zmiany". Nie, dzisiejszy rząd nie ma ani bodźców, ani wystarczającej uczciwości, by to przyznać.
Jak więc uzasadnia swą odmowę publikowania? Odpowiedź do dziś brzmiała: w ogóle nie uzasadnia. Kręci, zwleka, mataczy i wyrzuca z siebie sygnały sprzeczne – jak to rząd Zjednoczonej Prawicy. Ale dziś coś się zmieniło.
Oto na pytanie o powody niepublikowania skierowane w trybie dostępu do informacji publicznej przez niezmordowanego Patryka Wachowca z Fundacji Obywatelskiego Rozwoju (FOR) radca szefa KPRM pani Agnieszka Kowalska odpowiedziała w sposób następujący:
„Trybunał Konstytucyjny w ramach swoich prerogatyw wykonał wykładnię prawa konstytucyjnego [tak w oryginale – W.S.] i uchylił przypis dotyczący przesłanek aborcyjnych. W związku z tym, prezydent Andrzej Duda złożył do Sejmu projekt noweli ustawy o planowaniu rodziny, który uwzględnia wskazania TK i przewiduje wprowadzenie nowej przesłanki przerwania ciąży jedynie w przypadku wystąpienia tzw. wad letalnych. Rząd chce, aby ustawodawca zdążył dokonać takich zmian przepisów, by nie było próżni prawnej wynikającej z opublikowanego wcześniej wyroku Trybunału Konstytucyjnego”.
Przytoczyłem to wyjaśnienie w całości, gdyż jest w nim takie nagromadzenie prawniczych absurdów, że nie byłbym w stanie sam tego wymyślić ani nawet sparafrazować własnymi słowami. Nieśmiertelne frazy pani Agnieszki Kowalskiej wejdą pewnego dnia do programu zajęć z prawa, choć niekoniecznie jako wzorzec, raczej po godzinach.
Więc po kolei
Po pierwsze, jak już powiedziano, rząd nie ma żadnych, ale to żadnych uprawnień do oceny, czy wyrok można opublikować. Żadnych, kropka. Rząd tu jest tylko drukarzem. Wszystkie „powody” są kompletnie bez prawnego znaczenia. W polskim systemie konstytucyjnym po prostu nie ma organu, który mógłby oceniać z mocą wiążącą dopuszczalność publikacji wyroku TK (w przeciwieństwie do wyroków sądów powszechnych). Czego rząd nie rozumie w słowie „niezwłocznie”?
Po drugie, nie powstała żadna „próżnia prawna”. Zostało wydane „orzeczenie” (pozostawajmy świadomie przy tej fikcji), które po prostu zmieniło prawo. Gdzie tu próżnia? Była przesłanka embriopatologiczna, a teraz jej nie ma. To nie próżnia, tylko nowa sytuacja prawna. To tak, jakby ktoś twierdził, że po hipotetycznym zniesieniu kary śmierci w jakimś państwie powstaje „próżnia prawna”.
Po trzecie, gdyby nawet taka „próżnia” zaistniała, to metodą jej wypełniania nie jest zaordynowane przez rząd czekanie z publikacją na wypełnienie owej próżni przez ustawodawcę. Rząd to władza wykonawcza, a ustawodawca to ciało prawodawcze – w państwach, gdzie istnieje podział władz (taki jak np. zaprojektowany przez Konstytucję RP w art. 10), ostatnią rzeczą, jaką ma prawo robić władza wykonawcza (rząd), to dyktowanie władzy ustawodawczej (parlamentowi), co ma czynić z domniemaną próżnią prawną. A gdyby parlament się zbiesił i nie posłuchał szefa KPRM? Tzw. wyrok będzie czekał na publikację, aż życzenia ministra Dworczyka zostaną spełnione?
Po czwarte wreszcie, gdyby rząd choć przez chwilę traktował Trybunał z minimalnym szacunkiem (na co oczywiście ani tzw. TK, ani sam rząd nie zasługuje, ale przyjęliśmy przecież pewną fikcję), to stwierdzenie zawarte w wyjaśnieniu pani Kowalskiej, że publikacja tego wyroku spowodowałaby „próżnię prawną”, stanowiłoby niedopuszczalną reprymendę Trybunału – ciała teoretycznie sądowniczego – przez egzekutywę. Bo przecież Trybunał, jeśli chce, to ma konstytucyjne metody, by unikać tworzonych przez siebie „próżni”: może opóźnić wejście w życie swego orzeczenia na okres do 18 miesięcy. Właśnie po to, by dać ustawodawcy możliwość wypełnienia owej „próżni” – i tak organ ten, gdy był jeszcze Trybunałem, czasem robił (np. w kwestii ekstradycji i europejskiego nakazu aresztowania). Tym razem GZMP (przypomnę, Grupa Znajomych Mgr Przyłębskiej) tego nie zrobiła, więc jeśli rząd chce utrzymywać fikcję trybunalskości, nie powinien oskarżać tego organu o tworzenie próżni, czyli o prawniczą nieodpowiedzialność. (Aż korci, by zacytować tu Wielkiego Poetę: „A ty z tej próżni czemu drwisz/ Kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?”).
Władza, która pozwala sądowi konstytucyjnemu obradować w nieprawidłowym składzie i udaje, że wychodzą z tego jakieś wyroki, jest władzą bezprawia. Władza, która takich „wyroków” nie publikuje, jest władzą bezprawia do kwadratu. Władza, która uzasadnia to niepublikowanie narzucaniem przez egzekutywę obowiązków parlamentowi i wytykaniem błędu Trybunałowi, jest władzą bezprawia do trzeciej potęgi.
Niedawno w wyroku prawomocnym apelacyjny sąd cywilny w Warszawie uznał, że porównując system PiS do „zorganizowanej grupy przestępczej”, nie naruszyłem w sposób bezprawny dóbr osobistych tej formacji. Dziś zastanawiam się nad zasadnością użytego przeze mnie słowa „zorganizowana”.
*
Wojciech Sadurski jest profesorem filozofii prawa na Uniwersytecie Sydnejskim i profesorem w Centrum Europejskim UW; właśnie ukazał się jego „Polski kryzys konstytucyjny” (Fundacja Liberté); Twitter @WojSadursk
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Link dla prenumeratorów: https://wyborcza.pl/7,75968,26515785,grupa-znajomych-mgr-przylebskiej-i-bezprawie-do-trzeciej-potegi.html#s=BoxWyboImg3